A skull full of basketball maggots
RSS
niedziela, 27 marca 2011
Koszykarska Warszawa

Co najmniej tysiąc osób z Warszawy i okolic po kilka razy w tygodniu gra w koszykówkę i zarywa noce, żeby oglądać NBA. Na mecze Polonii większość z nich chodzić jednak nie chce. Dlaczego?

Artykuł do "Gazety Sport.pl", z którego pochodzi powyższy fragment, napisałem dzięki wam - dziesiątkom, z którymi gram w koszykówkę, setkom, których znam z widzenia i ze słyszenia, tysiącom, których na szybko policzyłem. Rozmawiałem z wami po wspólnych gierkach, korespondowałem mailowo, dzwoniłem, prowokowałem do wypowiedzi na tym blogu, zaczepiałem na Facebooku.

I przekonałem się, że w Warszawie, mieście specyficznym, jest wielu kibiców koszykówki, którzy tą dyscypliną żyją, a jednocześnie w minimalnym stopniu interesują się Tauron Basket Ligą, którą na Mazowszu reprezentuje obecnie Polonia Warszawa.

Czy ten tekst jest reprezentatywny dla wszystkich dużych miast w Polsce? Na pewno nie dla Wrocławia i Trójmiasta, ale dla Poznania już chyba tak.

TBL to liga podupadła, która znów - po raz kolejny w ostatnich sześciu latach - głośno mówi o reformie. Liga bez spadków, liga kontraktowa, liga w ładnych halach - czy waszym zdaniem ta rewolucja będzie miała wpływ na popularność ligi w Warszawie, która była punktem wyjścia do tej dyskusji?

poniedziałek, 21 marca 2011
Grasz w kosza? Bo mam pytanie

Michael Ansley, niegdyś koszykarz NBA, potem solidny gracz czołowych lig europejskich, gwiazda polskiej ekstraklasy, od kilku tygodni gra w Warszawskim Nurcie Basketu Amatorskiego.


Zapraszając do lektury artykułu ukrytego w linku nad zdjęciem Ansley'a z zespołem Smaków Podkarpacia, chcę też zadać wam pytanie. Wam, czyli kolegom swoim, kolegom kolegów, przeciwnikom z boisk, znajomym z internetu - wiem, że NBA oglądacie regularnie (po nocach!), że obecne składy Denver Nuggets i New York Knicks wymienicie jednym tchem, że sami gracie w kosza nawet po kilka razy w tygodniu, że w weekendy często rywalizujecie w dwóch warszawskich ligach.

Kochacie koszykówkę, ale na meczach Polonii w Warszawie wielu z was nie ma - dlaczego? Czego wam brakuje? Co wam się nie podoba?

Pytam o Polonię, ale powyższe pytania kieruję nie tylko do ludzi z Warszawy - amatorskie ligi pełne fanów NBA czy Euroligi grają przecież w wielu polskich miastach. Są was setki, tysiące, może nawet ich dziesiątki, ale w halach i w wynikach średniej oglądalności transmisji telewizyjnych was nie widać.

Hej, czy was w ogóle interesuje Tauron Basket Liga?

piątek, 18 marca 2011
Wojciechowski - dobroczyńca czy złoczyńca Polonii?

"Wprost" w swoim corocznym rankingu najbogatszych Polaków umieścił go ostatnio na 14. pozycji szacując jego fortunę na 1370000000 złotych. Używając przecinka - 1,37 mld.

Wzbogacił się dzięki biznesom w Szwecji i USA oraz na firmie deweloperskiej JW Construction, którą założył w 1993 roku. Dzięki niej stać go, by przekazywać miliony na Polonię Warszawa, której właścicielem jest od 2006 roku.

Panie i panowie - Józef Wojciechowski.

Po ostatnim zamieszaniu ze zwolnieniem Theo Bosa i nieoczekiwanym zastąpieniu go Piotrem Stokowcem, napisaliśmy do "Gazety Wyborczej" i Sport.pl kilka artykułów na temat Polonii - o słynnym już "Klubie Kokosa", o odesłaniu Euzebiusza Smolarka do drużyny Młodej Ekstraklasy, o jego pierwszym treningu w tym nietypowym dla siebie środowisku, wreszcie o tym, jak relacje Wojciechowskiego z najlepiej opłacanym piłkarzem zaczynają przypominać konflikt pracodawcy z pracownikiem.

A mnie nurtuje jedno pytanie - Józef Wojciechowski jest dobroczyńcą czy złoczyńcą Polonii Warszawa?

Szukając odpowiedzi trzeba sobie przypomnieć, w jakiej sytuacji były "Czarne Koszule" w 2006 roku, kiedy Wojciechowski płacił 1,5 mln za 100 proc. akcji klubu - Polonia była na ostatnim miejscu w tabeli, miała zaległości (pensje, premie, raty kontraktowe) wobec piłkarzy, pracowników, klubów.

Warszawiacy opuścili w tamtym sezonie ekstraklasę, ale po dwóch latach do niej wrócili dzięki fuzji z Groclinem Dyskobolią Grodzisk Wlkp. W sezonie 2008/09 zajęli w niej nawet czwartą pozycję.

Ile pieniędzy do chwili obecnej zainwestował w Polonię Wojciechowski? Biorąc pod uwagę transfery (np. blisko cztery miliony za Artura Sobiecha), pensje (np. 160 tys. miesięcznie dla Smolarka) czy odprawy dla kolejnych trenerów (zwolnił ich 14) - kto wie, może nawet kilkadziesiąt milionów złotych.

Głośne transfery i nazwiska zapewniły Wojciechowskiemu - i Polonii - rozgłos w mediach. Press-Service Monitoring Mediów podał ostatnio, że "Czarne Koszule" są drugim najbardziej medialnym klubem w Polsce. Wyprzedza je Lech Poznań, za nimi jest Wisła Kraków - przedzielenie w takim zestawieniu mistrza i wicemistrza Polski to świetny wynik dla klubu, którego drużyna miała 14. miejsce w poprzednim sezonie.

Reasumując: Wojciechowski wyciągnął Polonię i z długów, i ze sportowej dziury, a na dodatek zapewnił jej medialny rozgłos. Nie ma chyba przesady w stwierdzeniu, że "Czarne Koszule" są w miejscu, w którym są, dzięki swojemu właścicielowi.

Ale czy nie mogłyby być w miejscu lepszym? Nie na 11. obecnie pozycji z perspektywą walki o utrzymanie, ale np. na piątej z realnymi szansami na pierwszą trójkę?

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że gdyby Wojciechowski był cierpliwy, a nie w gorącej wodzie kąpany, gdyby dał dłużej popracować niektórym trenerom, to drużyna czułaby się pewniej i grała lepiej. Konsekwentna budowa zespołu, długofalowa praca nad taktyką, zgraniem, systemem gry - to daje efekty chyba w każdej dyscyplinie.

Piłkarskim ekspertem nie jestem, meczów Polonii na co dzień nie oglądam, więc o 14 zwolnionych trenerów spytałem specjalistów - zdaniem  redakcyjnych kolegów, którzy piłką nożną się zajmują, większość zmian na stanowisku szkoleniowca była uzasadniona. Wojciechowski pospieszył się podobno z wyrzuceniem tylko trzech trenerów - Waldemara Fornalika (czyhający na jego miejsce Dariusz Wdowczyk nad uchem właściciela Polonii stał ponoć długo i cierpliwie), Jacka Zielińskiego (Wojciechowski przyznał potem, że to był błąd) i Jose Mari Bakero (decydowały również względy pozasportowe).

To jednak oznacza, że pozostaje nam 11 słusznie zwolnionych trenerów w dość krótkim okresie - jak to się stało, że Wojciechowski zatrudnił aż tylu szkoleniowców, którzy okazali się niewłaściwymi osobami dla jego klubu? Dlaczego Polonia - właściciel i jego doradcy - od kilku lat nie potrafi znaleźć trenera, który stanąłby na wysokości zadania i zrealizowałby wysokie cele? Dlaczego klub popełnia wciąż te same błędy?

Może dlatego, że prezes lubi wtrącać się w ustalanie składu i taktyki? Może z powodu tej presji trenerzy pracują gorzej? Może zmiany w zespole, które proponuje Wojciechowski, są złe? Może piłkarze, wiedząc, że prezes widzi tylko czarne i białe kolory, boją się podejmować ryzyko i nie grają po to, żeby wygrywać, tylko po to, aby nie przegrać?

Podobne pytania zadawał kilka miesięcy temu na swoim blogu Jacek Sarzało.

Wojciechowski fascynuje i przeraża - sprawia wrażenie człowieka, który równie szybko potrafi coś wielkiego zbudować, jak i zburzyć. Jego Polonia raz jawi się jako klub, który niebawem zmieni się w mocarza, a raz jako słabeusz, który wystawia się na pośmiewisko.

To jak w końcu jest z tym Wojciechowskim?



Wąs, który łączył

W dzień, w którym Adam Małysz rozpoczyna swój ostatni tryptyk Pucharu Świata, wpadł mi w ręce przy śniadaniu ostatni "Plus Minus", czyli weekendowy tygodnik "Rzeczpospolitej".

A w nim - znakomity tekst Pawła Wilkowicza o tym, jak przez 15 lat patrzyliśmy, jak Adam Małysz przeskakuje siebie, jak z zahukanego chłopaka wyrastała gwiazda. Polecam, choć aby przeczytać całą wersję w internecie, trzeba zapłacić.


środa, 16 marca 2011
Bohater Turowa

Po świetnym meczu Asseco Prokomu Gdynia z PGE Turowem Zgorzelec można się zachwycać obroną obu drużyn, dramaturgią, akcjami Torey'a Thomasa, Michała Gabińskiego, Filipa Widenowa i Tommy'ego Adamsa w ostatniej minucie. Mistrzowie Polski pokonali silny Turów 73:72 w spotkaniu, które bez ryzyka można uznać za jedno z najlepszych - jeśli nie najlepsze - w tym sezonie.

Ja chcę jednak napisać o koszykarzu, który akurat w kluczowych akcjach dobrze nie zagrał - w ostatniej minucie spudłował z czystej pozycji za trzy, potem łatwo dał się ograć Widenowowi 20 sekund przed końcem.

fot. figurski.com.pl

Konrad Wysocki w końcówce mógł się spisać lepiej, ale dwie gorsze akcje z 40. minuty nie zmieniają faktu, że polski reprezentant Niemiec imponuje mi w tym sezonie bardzo. Gdybyśmy przyznawali nagrodę dla koszykarza Tauron Basket Ligi, który zrobił największy postęp, to prawdopodobnie głosowałbym właśnie na niego.

Spójrzmy na statystyki - w sezonie 2009/10 Wysocki grał w Turowie po 22 minuty w meczu, teraz po 29. Z 7,9 punktu na mecz, skoczył na 10,8. Skuteczność z gry: z 44 proc. na 53 proc., w tym z 28 na 41 proc. za trzy. Rzuty wolne: z 66 na 74 proc. Zbiórki: z 5,6 na 6,9. Skrzydłowy Turowa utrzymał średnie asyst i przechwytów, a także strat, minimalnie poprawił się w blokach.

Powyższe liczby są wymowne, ale nie mówią wszystkiego o grze Wysockiego, który z drugoplanowego raczej zawodnika od czarnej roboty w zawodzącym zespole, stał się obecnie jednym z kluczowych koszykarzy pewniaka do medalu. W wyrównanej drużynie Turowa, gdzie bardzo dobre mecze miewają też Torey Thomas, Marko Brkić, David Jackson, Robert Tomaszek czy Ivan Koljević jednego lidera nie ma, ale od Wysockiego zależy wiele.

Jakub Wojczyński z "Przeglądu Sportowego" wykazuje, że w zaciętych końcówkach skrzydłowy Turowa dostaje piłkę i podejmuje decyzje rzutowe. Fakt, nie trafia, ale znaleźlibyśmy w tym sezonie kilka spotkań, w których Wysocki zdobywał ważne punkty, niekoniecznie w ostatnich sekundach.

Reprezentant Niemiec wnosi także do drużyny wartości niepoliczalne - jest walczakiem, emocjonalnie, pozytywnie reaguje po udanych akcjach, często podkreśla, jak ważna jest zespołowa gra Turowa. Okazuje złość po porażkach - po przegranym finale Pucharu Polski z AZS Koszalin w 2010 roku, widziałem w jego oczach łzy. Jest idealnym graczem do każdego zespołu - poświęca się dla drużyny, nie odpuszcza, bije się o każdą piłkę.

Na dodatek Wysocki jest koszykarzem doświadczonym (z reprezentacją Niemiec grał m.in. na igrzyskach w Pekinie) i uniwersalnym - przy wzroście 200 cm nieźle radzi sobie i na obwodzie, i pod koszem. Kto wie, jeśli Turów spotka się w play-off z Prokomem, to może Wysocki okaże się godnym przeciwnikiem dla zdrowego Qyntela Woodsa?

Turów w tym sezonie nie ma gwiazd, ale ma bardzo dobrych graczy, którzy chcą i potrafią walczyć. A Wysocki - moim zdaniem - jest w tym najlepszy.

PS Tuż po debiucie Wysockiego w polskiej lidze jego historię przedstawił mój kolega z "Gazety Wyborczej" Tomasz Welc.

PS 2 W drugim czwartkowym meczu Igor Milicić (AZS Koszalin) był o jedną asystę od triple-double. Chorwat z polskim paszportem zdobył 10 punktów, 12 zbiórek i dziewięć asyst. Gdyby wykonał jedno ostatnie podanie więcej, zostałby ósmym koszykarzem z udokumentowanym triple-double w PLK. Szkoda, że Miliciciowi się to nie udało, bo ostatnie takie osiągnięcie miało miejsce 1181 dni temu...

 
1 , 2