A skull full of basketball maggots
RSS
piątek, 08 kwietnia 2011
Międzywojenni zadymiarze
Od kilkunastu dni sportowe strony gazet codziennych, a także serwisy sportowe w internecie zdominowała - niestety - tematyka kiboli i sytuacja na stadionach. Sport, w tym wypadku piłka nożna, zszedł na dalszy plan.

O kulturze i poczuciu bezpieczeństwa - lub ich braku - na stadionach staramy się pisać w "Gazecie Wyborczej" na różne sposoby: prezentować własne doświadczenia, rozmawiać z władzami klubów, przedstawicielami kibiców, pracownikami PZPN, a także porównywać sytuację w Polsce z tym, co ma miejsce w innych krajach. Od kilku lat konsekwentnie krytykujemy każdy przejaw bandytyzmu na stadionach.

Nadając dyskusji szerszy kontekst można też jednak poprosić historyka sportu, aby napisał artykuł o "Zadymiarzach z międzywojnia", co zrobiła ostatnio "Rzeczpospolita". Wnioski autora, pracownika naukowego Uniwersytetu Warszawskiego Roberta Gawkowskiego, nie są optymistyczne:

Dzisiejsi kibole nawiązują do tradycji z lat międzywojennych. A tradycja to ponura i niestety prawdziwa.

Ale artykuł jest bardzo ciekawy, polecam.

niedziela, 27 marca 2011
Koszykarska Warszawa

Co najmniej tysiąc osób z Warszawy i okolic po kilka razy w tygodniu gra w koszykówkę i zarywa noce, żeby oglądać NBA. Na mecze Polonii większość z nich chodzić jednak nie chce. Dlaczego?

Artykuł do "Gazety Sport.pl", z którego pochodzi powyższy fragment, napisałem dzięki wam - dziesiątkom, z którymi gram w koszykówkę, setkom, których znam z widzenia i ze słyszenia, tysiącom, których na szybko policzyłem. Rozmawiałem z wami po wspólnych gierkach, korespondowałem mailowo, dzwoniłem, prowokowałem do wypowiedzi na tym blogu, zaczepiałem na Facebooku.

I przekonałem się, że w Warszawie, mieście specyficznym, jest wielu kibiców koszykówki, którzy tą dyscypliną żyją, a jednocześnie w minimalnym stopniu interesują się Tauron Basket Ligą, którą na Mazowszu reprezentuje obecnie Polonia Warszawa.

Czy ten tekst jest reprezentatywny dla wszystkich dużych miast w Polsce? Na pewno nie dla Wrocławia i Trójmiasta, ale dla Poznania już chyba tak.

TBL to liga podupadła, która znów - po raz kolejny w ostatnich sześciu latach - głośno mówi o reformie. Liga bez spadków, liga kontraktowa, liga w ładnych halach - czy waszym zdaniem ta rewolucja będzie miała wpływ na popularność ligi w Warszawie, która była punktem wyjścia do tej dyskusji?

poniedziałek, 21 marca 2011
Grasz w kosza? Bo mam pytanie

Michael Ansley, niegdyś koszykarz NBA, potem solidny gracz czołowych lig europejskich, gwiazda polskiej ekstraklasy, od kilku tygodni gra w Warszawskim Nurcie Basketu Amatorskiego.


Zapraszając do lektury artykułu ukrytego w linku nad zdjęciem Ansley'a z zespołem Smaków Podkarpacia, chcę też zadać wam pytanie. Wam, czyli kolegom swoim, kolegom kolegów, przeciwnikom z boisk, znajomym z internetu - wiem, że NBA oglądacie regularnie (po nocach!), że obecne składy Denver Nuggets i New York Knicks wymienicie jednym tchem, że sami gracie w kosza nawet po kilka razy w tygodniu, że w weekendy często rywalizujecie w dwóch warszawskich ligach.

Kochacie koszykówkę, ale na meczach Polonii w Warszawie wielu z was nie ma - dlaczego? Czego wam brakuje? Co wam się nie podoba?

Pytam o Polonię, ale powyższe pytania kieruję nie tylko do ludzi z Warszawy - amatorskie ligi pełne fanów NBA czy Euroligi grają przecież w wielu polskich miastach. Są was setki, tysiące, może nawet ich dziesiątki, ale w halach i w wynikach średniej oglądalności transmisji telewizyjnych was nie widać.

Hej, czy was w ogóle interesuje Tauron Basket Liga?

piątek, 18 marca 2011
Wojciechowski - dobroczyńca czy złoczyńca Polonii?

"Wprost" w swoim corocznym rankingu najbogatszych Polaków umieścił go ostatnio na 14. pozycji szacując jego fortunę na 1370000000 złotych. Używając przecinka - 1,37 mld.

Wzbogacił się dzięki biznesom w Szwecji i USA oraz na firmie deweloperskiej JW Construction, którą założył w 1993 roku. Dzięki niej stać go, by przekazywać miliony na Polonię Warszawa, której właścicielem jest od 2006 roku.

Panie i panowie - Józef Wojciechowski.

Po ostatnim zamieszaniu ze zwolnieniem Theo Bosa i nieoczekiwanym zastąpieniu go Piotrem Stokowcem, napisaliśmy do "Gazety Wyborczej" i Sport.pl kilka artykułów na temat Polonii - o słynnym już "Klubie Kokosa", o odesłaniu Euzebiusza Smolarka do drużyny Młodej Ekstraklasy, o jego pierwszym treningu w tym nietypowym dla siebie środowisku, wreszcie o tym, jak relacje Wojciechowskiego z najlepiej opłacanym piłkarzem zaczynają przypominać konflikt pracodawcy z pracownikiem.

A mnie nurtuje jedno pytanie - Józef Wojciechowski jest dobroczyńcą czy złoczyńcą Polonii Warszawa?

Szukając odpowiedzi trzeba sobie przypomnieć, w jakiej sytuacji były "Czarne Koszule" w 2006 roku, kiedy Wojciechowski płacił 1,5 mln za 100 proc. akcji klubu - Polonia była na ostatnim miejscu w tabeli, miała zaległości (pensje, premie, raty kontraktowe) wobec piłkarzy, pracowników, klubów.

Warszawiacy opuścili w tamtym sezonie ekstraklasę, ale po dwóch latach do niej wrócili dzięki fuzji z Groclinem Dyskobolią Grodzisk Wlkp. W sezonie 2008/09 zajęli w niej nawet czwartą pozycję.

Ile pieniędzy do chwili obecnej zainwestował w Polonię Wojciechowski? Biorąc pod uwagę transfery (np. blisko cztery miliony za Artura Sobiecha), pensje (np. 160 tys. miesięcznie dla Smolarka) czy odprawy dla kolejnych trenerów (zwolnił ich 14) - kto wie, może nawet kilkadziesiąt milionów złotych.

Głośne transfery i nazwiska zapewniły Wojciechowskiemu - i Polonii - rozgłos w mediach. Press-Service Monitoring Mediów podał ostatnio, że "Czarne Koszule" są drugim najbardziej medialnym klubem w Polsce. Wyprzedza je Lech Poznań, za nimi jest Wisła Kraków - przedzielenie w takim zestawieniu mistrza i wicemistrza Polski to świetny wynik dla klubu, którego drużyna miała 14. miejsce w poprzednim sezonie.

Reasumując: Wojciechowski wyciągnął Polonię i z długów, i ze sportowej dziury, a na dodatek zapewnił jej medialny rozgłos. Nie ma chyba przesady w stwierdzeniu, że "Czarne Koszule" są w miejscu, w którym są, dzięki swojemu właścicielowi.

Ale czy nie mogłyby być w miejscu lepszym? Nie na 11. obecnie pozycji z perspektywą walki o utrzymanie, ale np. na piątej z realnymi szansami na pierwszą trójkę?

Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że gdyby Wojciechowski był cierpliwy, a nie w gorącej wodzie kąpany, gdyby dał dłużej popracować niektórym trenerom, to drużyna czułaby się pewniej i grała lepiej. Konsekwentna budowa zespołu, długofalowa praca nad taktyką, zgraniem, systemem gry - to daje efekty chyba w każdej dyscyplinie.

Piłkarskim ekspertem nie jestem, meczów Polonii na co dzień nie oglądam, więc o 14 zwolnionych trenerów spytałem specjalistów - zdaniem  redakcyjnych kolegów, którzy piłką nożną się zajmują, większość zmian na stanowisku szkoleniowca była uzasadniona. Wojciechowski pospieszył się podobno z wyrzuceniem tylko trzech trenerów - Waldemara Fornalika (czyhający na jego miejsce Dariusz Wdowczyk nad uchem właściciela Polonii stał ponoć długo i cierpliwie), Jacka Zielińskiego (Wojciechowski przyznał potem, że to był błąd) i Jose Mari Bakero (decydowały również względy pozasportowe).

To jednak oznacza, że pozostaje nam 11 słusznie zwolnionych trenerów w dość krótkim okresie - jak to się stało, że Wojciechowski zatrudnił aż tylu szkoleniowców, którzy okazali się niewłaściwymi osobami dla jego klubu? Dlaczego Polonia - właściciel i jego doradcy - od kilku lat nie potrafi znaleźć trenera, który stanąłby na wysokości zadania i zrealizowałby wysokie cele? Dlaczego klub popełnia wciąż te same błędy?

Może dlatego, że prezes lubi wtrącać się w ustalanie składu i taktyki? Może z powodu tej presji trenerzy pracują gorzej? Może zmiany w zespole, które proponuje Wojciechowski, są złe? Może piłkarze, wiedząc, że prezes widzi tylko czarne i białe kolory, boją się podejmować ryzyko i nie grają po to, żeby wygrywać, tylko po to, aby nie przegrać?

Podobne pytania zadawał kilka miesięcy temu na swoim blogu Jacek Sarzało.

Wojciechowski fascynuje i przeraża - sprawia wrażenie człowieka, który równie szybko potrafi coś wielkiego zbudować, jak i zburzyć. Jego Polonia raz jawi się jako klub, który niebawem zmieni się w mocarza, a raz jako słabeusz, który wystawia się na pośmiewisko.

To jak w końcu jest z tym Wojciechowskim?



Wąs, który łączył

W dzień, w którym Adam Małysz rozpoczyna swój ostatni tryptyk Pucharu Świata, wpadł mi w ręce przy śniadaniu ostatni "Plus Minus", czyli weekendowy tygodnik "Rzeczpospolitej".

A w nim - znakomity tekst Pawła Wilkowicza o tym, jak przez 15 lat patrzyliśmy, jak Adam Małysz przeskakuje siebie, jak z zahukanego chłopaka wyrastała gwiazda. Polecam, choć aby przeczytać całą wersję w internecie, trzeba zapłacić.