A skull full of basketball maggots
RSS
wtorek, 19 stycznia 2016
Ile kosztują ligowi sędziowie?

W poniedziałek na Twitterze odbyła się krótka wymiana spostrzeżeń dotyczących opłat, jakie koszykarskie kluby z niższych lig ponoszą na sędziów i komisarzy wraz z kosztami ich podróży i noclegów. Postanowiłem sprawdzić, jak to wygląda w trzech różnych polskich ligach na trzech najwyższych poziomach rozgrywkowych u mężczyzn.

Zrezygnowałem z szacowania kosztów dodatkowych, czyli wspomnianych delegacji i zakwaterowania - tutaj jest po prostu za dużo zmiennych (długość delegacji, pora rozgrywania meczu i ewentualna konieczność dodatkowego noclegu, jego cena w zależności od miasta itp.). To, co podaję poniżej, to stawki za pracę podczas meczu dla każdej z lig.

PIŁKA NOŻNA


Ekstraklasa:
- sędzia główny: 3600 zł
- sędzia asystent: 2000 zł (jest dwóch)
- sędzia techniczny: 500 zł
- obserwator PZPN: 1000 zł
- delegat PZPN: 1000 zł


SUMA: 10100 zł
KOSZT KLUBU: 0 zł
Wszystkie opłaty pokrywa PZPN.

I liga:
- sędzia główny: 1400 zł
- sędzia asystent: 800 zł (jest dwóch)
- sędzia techniczny: 300 zł
- obserwator PZPN: 600 zł (750 zł, jeśli pełni funkcję delegata)
- delegat PZPN: 600 zł


SUMA: 4500 zł (osobno obserwator i delegat)
KOSZT KLUBU: 0 zł
Wszystkie opłaty pokrywa PZPN.

II liga:
- sędzia główny: 900 zł
- sędzia asystent: 600 zł (jest dwóch)
- sędzia techniczny: 200 zł
- obserwator PZPN: 600 zł (800 zł, jeśli pełni funkcję delegata)
- delegat PZPN: 600 zł


SUMA: 3500 zł (osobno obserwator i delegat)
KOSZT KLUBU: 0 zł
Wszystkie opłaty pokrywa PZPN.



KOSZYKÓWKA


Tauron Basket Liga:
- sędzia boiskowy: 1200 zł (jest trzech)
- sędzia stolikowy: 110 zł (jest czterech)
- komisarz: 800 zł


SUMA: 4840 zł
KOSZT KLUBU: 4040 zł
Koszt komisarza pokrywa liga.

I liga:
- sędzia boiskowy: 550 zł (jest trzech)
- sędzia stolikowy: 70 zł (jest czterech)
- komisarz: 340 zł


SUMA: 2270 zł
KOSZT KLUBU: 2270 zł
PZKosz nie pokrywa żadnych opłat.

II liga:
- sędzia boiskowy: 350 zł (jest dwóch)
- sędzia stolikowy: 55 zł (jest czterech)
- komisarz: 235 zł


SUMA: 1155 zł
KOSZT KLUBU: 1155 zł
PZKosz nie pokrywa żadnych opłat.



SIATKÓWKA


PlusLiga:
- sędziowie: 1400 zł (jest dwóch)
- komisarz: 700 zł
- kwalifikator: 700 zł (wyznaczany na niektóre mecze)
- sędziowie liniowi: 180 zł (jest dwóch)
- sekretarz: 180 zł


SUMA: 4740 zł (z kwalifikatorem)
KOSZT KLUBU: 1060 zł
Liga opłaca sędziów, komisarza i sekretarza.

I liga:
- sędziowie: 700 zł (jest dwóch)
- komisarz: 700 zł
- kwalifikator: 700 zł (wyznaczany na niektóre mecze)
- sędziowie liniowi: 140 zł (jest dwóch)
- sekretarz: 140 zł


SUMA: 3090 zł (z kwalifikatorem)
KOSZT KLUBU: 3090 zł
PZPS nie pokrywa żadnych kosztów.

II liga:
- sędziowie: 500 zł (jest dwóch)
- komisarz: 500 zł
- kwalifikator: 500 zł (wyznaczany na niektóre mecze)
- sędziowie liniowi: 130 zł (jest dwóch)
- sekretarz: 130 zł


SUMA: 2390 zł (z kwalifikatorem)
KOSZT KLUBU: 2390 zł.
PZPS nie pokrywa żadnych kosztów.

Porównanie nie jest łatwe, bo są oczywiste różnice między dyscyplinami - zarówno jeśli chodzi o liczbę sędziów, specyfikę ich pracy, przepisy właściwe związkom i ligom (wymóg obecności dwóch statystyków w koszykówce), a także zasobów finansowych tych organizacji (niektórzy finansowanie biorą na siebie, niektórzy całość przerzucają na kluby).

wtorek, 24 listopada 2015
Zdzisław Sroka. On trwał, my bywaliśmy

16 listopada zmarł Zdzisław Sroka. Krakowski koszykarz, trener, dziennikarz, organizator imprez sportowych. A dla mnie - człowiek, dzięki któremu na początku wieku, rok po roku na przełomie zimy i wiosny, przeżywałem absolutnie znakomite dni w Zakopanem. Miałem szczęście, że przez starszych kolegów dziennikarzy zostałem włączony do drużyny Warszawy na mistrzostwa Polski dziennikarzy w koszykówce, które kiedyś, dawno temu, on wymyślił i zorganizował.

Zdzisiek, czy też Zdzisek, jak nazywali go niektórzy, tę mistrzowską zabawę rozpoczął 1967 roku, przez dekady w towarzyskiej atmosferze rywalizowali między koszami setki dziennikarzy. 15 lat temu, gdy do zabawy włączało się kolejne pokolenie, wciąż w nich grał. Pamiętam jego epizody w drużynie Krakowa, potem występy w specjalnie powołanym zespole Oldbojów. Ostrożnie truchtał po boisku, każde jego trafienie oznaczało owację na trybunach hali COS. Z czasem grać przestał, koncentrował się na roli trenera Krakowa. Potem po prostu siedział na trybunach. Ale przez wiele lat wciąż nas witał, a podczas tych poniedziałkowych, wieczornych powitań bawił i denerwował jednocześnie, gdy zwlekał z losowaniem, co dla nas oznaczało dodatkową zwłokę przed pierwszym zakopiańskim piwem.

Z czasem wycofał się z roli organizatora, zastąpili go młodsi koledzy. Turniej się rozrastał, pojawiali się sponsorzy, dodatkowe atrakcje, Zdzisek zapewne nie miał już głowy do czuwania nad całością. Ale był, z jednej strony pełnił rolę nestora zawodów, z drugiej był jego maskotką. Zwykle uśmiechnięty, chętny do rozmowy, choć przecież większości z nas mógł nie kojarzyć. Kilkadziesiąt edycji, kilkuset zawodników... My bywaliśmy, on trwał.

Od kilku lat mistrzostw już nie ma. Jakoś to się wszystko rozlazło. Z naszej winy - nie starczyło nam determinacji, nie chciało nam się organizować lub pomagać tym, którzy tę organizację wzięli na siebie. Tym smutniej jest teraz, kiedy odszedł też Zdzisek. On, który zawsze znajdował czas, zwykle przy okazji zakończenia turnieju, gdy rozdawano nagrody, by wziąć mikrofon, wspomnieć zmarłych kolegów, poprosić o minutę ciszy...

Nie wiem, czy dziennikarze zagrają jeszcze kiedyś o mistrzostwo Polski w koszykówce. Ale jeśli się zmobilizujemy, jeśli to się uda, to apeluję do siebie i wszystkich kolegów: zmieńmy nazwę na Memoriał Zdzisława Sroki.


czwartek, 19 listopada 2015
Maciej Bender na tle słynnej Oak Hill Academy. Jak wypadł?

Maciej Bender - blisko 19-letni podkoszowy, który rozpoczął właśnie trzeci rok nauki w liceum Mountain Mission w Grundy, w stanie Wirginia - to największy polski talent z rocznika 1997. O tym, że od przyszłego sezonu wychowanek Polonii Warszawa będzie zawodnikiem Uniwersytetu Zachodniej Wirginii, pisałem ponad miesiąc temu, tuż przed początkiem sezonu. Teraz, po blisko trzech tygodniach rozgrywek Bender i jego koledzy z Mountain Mission rozegrali już osiem spotkań, mają bilans 6-2.

Drużyna prowadzona przez Pawła Mrozika, którego asystentem jest były reprezentant Polski Kamil Pietras, oprócz Bendera ma w składzie także trzech innych Polaków - Jakuba Mijakowskiego, Szymona Walczaka i Dawida Saczewskiego. I we wtorek zagrała wyjazdowy mecz z Oak Hill Academy. Liceum słynącym z tego, że jego absolwenci trafiają do NBA. Przykłady? Carmelo Anthony, Rajon Rondo, Kevin Durant... I nawet jeśli nie każdy z nich spędził w Oak Hill pełne trzy lata, nawet jeśli część z późniejszych graczy NBA zaliczyła w tej szkole tylko rok, to jej renoma jest oczywista. Wylęgarnia talentów, także tych największych. Postanowiłem sprawdzić, jak na ich tle radzą sobie Polacy z Benderem na czele.

Mecz można obejrzeć na Vimeo, z czego skorzystałem. Najpierw zwróciłem uwagę na mnogość koszulek - uczelnianych, ale pewnie też NBA, które wiszą na ścianach hali Oak Hill. To oczywiście koszulki absolwentów, które potwierdzają to, o czym pisałem wcześniej - szkoła ma się kim chwalić. Ale po rozpoczęciu meczu uderzył mnie jego poziom. Chaos, niedokładność, rzuty obok obręczy, w górne części tablicy, sporo strat... Na szczęście z czasem to się zmieniło.

Żeby było jasne - nie mam pojęcia, na jakim poziomie stał ten mecz. Pierwszy raz obejrzałem licealne spotkanie w całości, nie wiem, jak grają na co dzień licealiści w wieku 16-19 lat w USA. To, co oczywiście rzuca się w oczy w porównaniu do rozgrywek naszych kadetów czy juniorów, to ogromna różnica w sferze fizycznej - skoczność, dynamika, wykorzystanie siły w walce o pozycję, są na zdecydowanie wyższym poziomie niż w Polsce. To właśnie nad tymi elementami musiał na początku pobytu w USA najbardziej pracować Bender.

Co pokazała nasza nadzieja w starciu z jedną z najlepszych szkół średnich w USA? Wszechstronność, swobodę w poruszaniu się po parkiecie, szybkość, dobrą grę przodem do kosza, niezłe opanowanie piłki. Bender zdobył w tym spotkaniu 18 punktów (8/14 z gry, w tym 2/5 za trzy), miał 10 zbiórek, dwie asysty, dwa przechwyty i cztery straty. Był najlepszym graczem swojego zespołu, ustanowił swój punktowy rekord początku sezonu.

Bender mierzy 211 cm wzrostu, ale jako wysokiemu skrzydłowemu bliżej mu raczej do „trójki” niż „piątki”. W meczu z Oak Hill ani razu nie zagrał tyłem do kosza, rzadko próbował się w ten sposób ustawiać. Jeśli zdobywał punkty spod kosza, to po ścięciach pod obręcz po końcowej linii, po których dostawał podania, ewentualnie po dobitkach. Walkę o pozycję o zbiórki czasem wygrywał, czasem przegrywał. Ale kilka ze swoich 10 zbiórek wywalczył, wyskakał. Nie było tak, że piłki wpadały mu po prostu w ręce.

Najciekawsze były akcje, które Bender zaczynał za linią trójek. Widać, że z dystansu rzucać lubi, pierwszą trójkę trafił po bardzo szybkim złożeniu się do rzutu. We wtorkowym meczu był jednak nieregularny, z dystansu zdarzały mu się także przeloty. I chyba właśnie tak to na razie wygląda w tym sezonie (5/17, 29 proc.).

Ale poza decyzjami rzutowymi, Bender zaskakuje - a przynajmniej zaskoczył mnie w meczu z Oak Hill - łatwością mijania. Zwykle w lewo, z wtorkowego meczu nie pamiętam akcji, w której mijałby w prawo, zwykle skutecznie. Zwód, kozioł, długie susy i już jest blisko obręczy. Świetnie wyszło mu to w 17. minucie meczu, gdy Bender taką akcją dał swojej drużynie prowadzenie 23:17. Jeśli chcecie obejrzeć tę akcję, to przewińcie do 21.20 minuty.

Podobnych akcji było kilka - jedną z nich Polak zakończył dobrym podaniem pod kosz, innym razem przy ładnym wejściu odgwizdano mu faul ofensywny, w jeszcze innej próbie Bender po jednym koźle się zatrzymał i trafił z półdystansu. Wygląda na to, że rozpoczynając akcję za linią rzutów za trzy umie skorzystać z kilku opcji. Ciekawe, czy równie skutecznie potrafi to robić kozłując w prawą stronę.

W obronie Bender przegrywał momentami walkę o pozycję, nie straszył wzrostem lub zasięgiem ramion silnych i skocznych rywali. Ale za to wytrzymywał w obronie na obwodzie, gdy niższy rywal próbował go mijać. Polak nie faulował, nie tracił pozycji, atakujący bodaj w dwóch przypadkach oddawał piłkę do kolegi.

Jak występ Bendera ocenia Mrozik? - Maciej był agresywny, z powodzeniem grał w akcjach jeden na jednego i walczył na deskach - krótko opisał występ trener. Zapytałem go też o Mijakowskiego (rzucający lub niski skrzydłowy, 201 cm wzrostu) oraz Walczaka (rozgrywający, 189 cm) - sam o nich niewiele mogę napisać, poza tym, że Mijakowski (siedem punktów) ma fajny, płynny rzut z porządnego wyskoku, a leworęczny Walczak (dwa punkty, asysta) jest nieustępliwy i kilka razy wszedł pod kosz z lewej strony. - Kuba grał z dużą pewnością, trafił kilka ważnych rzutów, był solidny w obronie. Szymon zdobył tylko dwa punkty, ale grał bardzo dobrze w defensywie przeciwko Mattowi Colemanowi, który jest jednym z czołowych rozgrywających USA w swoim roczniku, a jego talent porównywany jest do Chrisa Paula - ocenił Mrozik.

Mountain Mission do przerwy prowadziła 25:23, ale w drugiej połowie gospodarze zagrali dużo bardziej agresywnie. Poprawili obronę, zaczęli ją zmieniać - a to strefa, a to wyjście wyżej, nawet na całym boisku. Wymusili kilka strat, co pozwoliło im pofrunąć w kontrach nad obręczami, poderwać publiczność, poprawić pewność swojej gry. Ostatecznie faworyt wygrał 72:56. - Myślę, że zagraliśmy bardzo dobre spotkanie. Przez większość meczu kontrolowaliśmy zarówno tempo gry, jak również styl gry Oak Hill. Nie chcieliśmy dać się im rozpędzić, przez dwie i pół kwarty to działało - mówi Mrozik i trudno się z nim nie zgodzić.

- Problemy zaczęły się w połowie trzeciej kwarty, gdy po kilku kontrowersyjnych decyzjach sędziów Oak Hill wyszło na pierwsze w meczu prowadzenie - dodaje trener. I znów ma sporo racji, bo w tzw. sytuacjach remisowych, 50 na 50, sędziowie zwykle odgwizdywali faul gości lub przyznawali piłkę gospodarzom. - To wybijało nas z rytmu, sprawiło, że popełniliśmy kilka znaczących błędów, które pozwoliły Oak Hill powiększyć przewagę. Ale jestem zadowolony z postawy drużyny. Oak Hill nie przegrało u siebie meczu od wielu lat, atmosfera w ich hali jest bardzo gorąca. Nasi chłopcy pokazali się dobrze, grając przeciwko koszykarzom, z których kilku może zostać gwiazdami NBA - zakończył Mrozik.

Sezon goni, kolejne mecz rozgrywane są co kilka dni. Rewanż z Oak Hill zaplanowano na 8 marca. Trzymam kciuki - za wyniki, ale też za rozwój chłopaków i trenera.

Jaka jest koncepcja Grzegorza?

W środę zmienił się prezes Polskiej Ligi Koszykówki S.A. - Jacka Jakubowskiego zastąpił Marcin Widomski. Zmiana nastąpiła tak nagle, że prezesi klubów, z którymi rozmawiałem, określili ją jako gwałtowną, awaryjną. Ale w żadnym wypadku - nieoczekiwaną. O tym, że Jakubowski nie zostanie na stanowisku, mówiło się od dawna. Prezes miał odejść w styczniu, wraz z zakończeniem kadencji, po pięciu latach pełnienia funkcji. Wiadomo też było, ze najpewniej zastąpi go na stanowisku właśnie Widomski.

Do zmiany doszło jednak już w połowie listopada, Jakubowski złożył rezygnację - z funkcji prezesa ligi, ale także sekretarza PZKosz. Dlaczego? - O to proszę pytać prezesa Grzegorza Bachańskiego - powiedział mi tylko Jakubowski. - Prezes złożył rezygnację, która została przyjęta, a rada nadzorcza powołała nowego prezesa - informuje Bachański. Jak skomentuje stwierdzenie, że to on poprosił czy też nakłonił Jakubowskiego do złożenia rezygnacji? - Trzymam się formalności i faktów, a te są takie, że Jacek Jakubowski złożył rezygnację - mówi prezes PZKosz.

Zmiana prezesa ligowej spółki może wyglądać na kosmetyczną - Widomski jest w środowisku znany, to oczywiście członek „opcji rządzącej”. 39-letni prawnik z dużym doświadczeniem koszykarskim, który pracował w FIBA Europe, jest członkiem jej komisji prawnej. Do środy Widomski był szefem rady nadzorczej PLK S.A., wcześniej był członkiem zarządu PZKosz, od 2011 roku jest menedżerem reprezentacji Polski. To nie jest człowiek z zewnątrz, trudno spodziewać się rewolucji, zupełnie nowatorskich wizji.

Co ma dać zmiana prezesa? - Przez niemal sześć lat wykonaliśmy z Jackiem pewną pracę i moim zdaniem w lidze, w polskiej koszykówce jest lepiej niż to było na przełomie lat 2009/10. Ale doszliśmy do momentu, w którym pewna formuła się wyczerpała, na sytuację trzeba spojrzeć prorozwojowo. Lidze potrzebne są nowe pomysły - mówi Bachański. Wygląda na to, że jego zdaniem Jakubowski ich nie miał.

Czy przyniesie je Widomski, najbardziej zaufany człowiek Bachańskiego? Trudno się spodziewać, by w roli prezesa robił cokolwiek, co nie jest zgodne z wizją szefa PZKosz, który wyrasta na prezesa prezesów. Sześć lat temu porównywałem Romana Ludwiczuka, ówczesnego prezesa PZKosz i p.o. prezesa PLK, do Ludwika XIV, znanego także jako Króla Słońce, obecna pozycja Bachańskiego pozwala na podobne porównania. Od prezesa PZKosz zależy wszystko - PZKosz wciąż ma przecież 61 proc. udziałów w PLK S.A., Bachański pozostał też wiceprezesem ligowej spółki, członkiem jej dwuosobowego zarządu.

A teraz być może będzie także swoistym p.o. sekretarza generalnego PZKosz, bo w środę Jakubowski zrezygnował także z tej funkcji. Co dalej z tym stanowiskiem? - Będziemy o tym rozmawiać na zarządzie PZKosz. Ale nie jestem przekonany, że jest konieczna nowa osoba do pełnienia tej roli. Pracą biura mogę kierować ja - mówi prezes PZKosz. - Uważam, że rozdzielanie podmiotów i brak koordynacji działań w obrębie jednej dyscypliny nie są dobre, dlatego przez ostatnie lata dążyliśmy raczej do ich łączenia niż mnożenia. Ale zaznaczam - nie chodzi o centralizację, tylko koordynację działań - dodaje Bachański.

Pytając w czwartek prezesów ligowych klubów o znaczenie rezygnacji Jakubowskiego i zastąpienie go Widomskim, usłyszałem, że „prezes Bachański ma swoją strategię”, a także o „koncepcji Grzegorza”. Co się za nimi kryje? - Rewolucji nie będzie - przyznaje Bachański. - To będzie kontynuacja obecnego kierunku prowadzona przez osobę do tego przygotowaną i mającą dobre pomysły na poprawę funkcjonowania ligi. Marcin Widomski świetnie zna sytuację polskiej koszykówki i uważam, że będzie lepszym zarządcą niż osoba nowa, z zewnątrz - dodaje prezes.

Jeśli trudno spodziewać się rewolucji, to nie będzie np. zmiany przepisu o dwóch Polakach. Przepis jest dyskusyjny, a opinie na temat jego funkcjonowania się podzielone. - Na ten temat potrzebna jest dyskusja, ale jestem realistą - jego zmiany, żadnego poluzowania, nie będzie. Osoba nowego prezesa nic tu nie zmieni - mówi szef jednego z ligowych klubów.

Czy zmieni coś innego? - Na początek chcemy omówić z klubami, odświeżyć kwestię wyznaczenia celów ligi zawodowej. W ostatnich latach udało nam się wrócić z koszykówką do dużych miast - mamy drużyny w Szczecinie, Toruniu, Lublinie, gdzie funkcjonują one w bardzo dobrych obiektach. Teraz chcemy przebić się do świadomości kibiców, lepiej pokazywać się w mediach. Chcemy zastanowić się jakim marketingowym działaniem liga może wpływać na zwiększanie popularności koszykówki w Polsce - mówi Bachański.

Widomski, który raczej unika wypowiadania się dla mediów, na razie mówi tyle: - Mam w głowie pomysł na funkcjonowanie ligi, ale jest zdecydowanie za wcześnie, by mówić o konkretach. Najpierw chcę się spotkać z prezesami klubów, z zarządem związku, chcę przedstawić im swoją filozofię działania. Nie jestem w środowisku obcy, wszyscy mnie znają. Potrafię słuchać i wyciągać wnioski. A pytanie o poprawienie funkcjonowania spółki, w tym przypadku  - zwiększenia popularności ligi, jest oczywistym nowego prezesa.

Czekamy na odpowiedzi.

poniedziałek, 16 listopada 2015
Pięć cegieł o meczu Wilki Morskie - Polski Cukier

To był szalony mecz w Szczecinie! Wilki Morskie po emocjonującej końcówce pokonały Polski Cukier Toruń 90:89 i poprawiły swój kiepski bilans otwarcia sezonu na 2-4. Torunianie po porażce mają obecnie 5-2.


1. Kluczowy moment meczu? Bądź tu mądry - wydawało się, że może nim być zryw 14:0 Polskiego Cukru na początku czwartej kwarty. Po dobitce Pawła Leończyka spod kosza torunianie przegrywali 61:70, ale dwie szybkie trójki trafił Michał Michalak, następną dodał Markeith Cummings, a po dwóch celnych wolnych Łukasza Wiśniewskiego kolejny rzut z dystansu dla gości trafił Danny Gibson. Było 75:70 dla torunian i wydawało się, że ten lepszy na początku sezonu zespół, będzie kontrolował sytuację.

Tylko że w poniedziałek w Szczecinie raczej o brak kontroli chodziło. Straty, kontry i otwarte pozycje na obwodzie pozwalały obu drużynom przerzucać się w ostatnich minutach, sekundach. Wilki wygrywały 89:83 po trójkach Pawła Kikowskiego i Łukasza Majewskiego, ale potem - po stracie Korie Luciousa i niefrasobliwości w defensywie - pozwoliły Michalakowi na dwa trafienia z dystansu w 13 sekund! Przy remisie 89:89 zwycięski punkt z rzutu wolnego zdobył Majewski, który po akcji rozgrywanej po przerwie na żądanie dla Marka Łukomskiego, wymusił faul Gibsona.

2. Paweł Leończyk rozegrał świetne spotkanie. Zdobył rekordowe w karierze 30 punktów (13/16 z gry), miał pięć zbiórek. Zaczął od dwóch celnych trójek, potem stopniowo przybliżał się do kosza. Mecz kończył typowymi dla siebie akcjami, czyli skutecznymi rzutami w tłoku, spod samej obręczy.

I można powiedzieć, że Leończyk wreszcie zagrał na miarę oczekiwań szefów i trenerów Wilków, którzy cenią go wysoko. W wakacje niemałe zdziwienie budziły doniesienia, że 29-letni podkoszowy dostał umowę wartą około 500 tys. złotych za sezon. W pierwszych meczach Leończyk nie zachwycał, najwięcej punktów, 14, zdobył przeciwko Stelmetowi, w pozostałych nie przekroczył 10. Utrzymania tak wysokiego poziomu skuteczności z poniedziałku spodziewać się trudno, ale może to początek lepszej gry podkoszowego Wilków?

3. Szczecinianie mają kilku utalentowanych ofensywnie graczy, a Lucious potrafi przyspieszać grę i wykorzystywać możliwości kolegów (w poniedziałek 17 punktów i 10 asyst), ale sam atak nie wystarczy do kolejnych zwycięstw, bo Wilki miewają problemy w obronie. Gubią się i na obwodzie, i pod koszem, w poniedziałek goście z Torunia kilkakrotnie punkty zdobywali niemal za darmo.

A w tym sezonie - nie tylko oni. Wilki traciły w kolejnych meczach 93, 75, 98, 81 i 72 punkty, w poniedziałek pozwoliły sobie rzucić 89. Czy poprawią defensywę na kolejne mecze? Następne spotkania to wyjazd do Lublina, u siebie Anwil oraz mecz w Radomiu.

4. Polski Cukier przegrał pierwszy w tym sezonie mecz na wyjeździe m.in. dlatego, że jego koszykarze bardzo źle wykonywali rzuty wolne - trafili tylko 16 z 30, czyli 53 proc. W tak wyrównanym meczu był to jedyny element, w którym torunianie wyraźnie odstawali od gospodarzy (12/17, 70 proc.). Tragicznie rzucał Krzysztof Sulima (1/6), zdecydowanie lepiej powinni trafiać Michalak i Gibson (po 2/4, obaj lepiej trafiali za trzy - 4/7 i 5/9!), pudłował też Cummings (4/6), a pojedyncze niecelne rzuty zdarzyły się trójce innych graczy.

Mimo porażki sytuacja Polskiego Cukru w tabeli jest niezła, bilans 5-2 to solidna podstawa do walki skutecznej walki o play-off. Kolejne mecze - u siebie z Polpharmą oraz Siarką - powinny być przygotowaniem do ciekawego starcia w Zielonej Górze.

5. Na koniec krótko o wrażeniach estetycznych - bardzo fajnie wyglądają stroje Wilków: w szerokie, pionowe, czerwone i granatowe pasy. Gorzej - pustki na trybunach. W końcówce emocjonującego meczu słychać było kibiców, ale w telewizji można było odnieść wrażenie, że wielu ich na mecz nie przyszło.

No, ale do większej frekwencji potrzeba zapewne zwycięstw. A tych w Szczecinie na razie rzeczywiście niewiele.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 47