A skull full of basketball maggots
Blog > Komentarze do wpisu
Stelmet to nie są leszcze

Fot. Anna Kraśko/Agencja Gazeta

Wreszcie, do czterech razy sztuka! Po przegranych końcówkach z Żalgirisem (62:66), Barceloną (72:78) oraz Lokomotiwem (75:83), w piątek w hali CRS Stelmet utrzymał w ostatnich minutach przewagę nad Panathinaikosem i pokonał utytułowany zespół z Grecji 71:68.

Bohaterów było wielu - Mateusz Ponitka zdobył 13 punktów i miał 10 zbiórek. Dejan Borovnjak dodał, odpowiednio, 12 i siedem. J.R. Reynolds zaliczył siedem asyst, Łukasz Koszarek trafił bardzo ważną trójkę na 68:63, a Nemanja Djurisić zebrał piłkę w ataku i wykorzystał dwa rzuty wolne ustalając wynik meczu na dziewięć sekund przed końcem.

A to, co najlepsze, zaczęło się od Szymona Szewczyka. Stelmet wystartował w piątek dobrze, prowadził 7:2 oraz 11:6, ale to 34-letni weteran dwiema trójkami na początku drugiej kwarty dał większą przewagę, poderwał kibiców, natchnął kolegów. Szewczyk trafił dwukrotnie w ciągu 98 sekund, w obu przypadkach podobnie uciekając rywalom na obwód po postawieniu zasłony.

Zrobiło się 27:18 dla gospodarzy i podobne prowadzenie Stelmetu utrzymywało się bardzo długo, aż do połowy czwartej kwarty. W niej cwani goście z Aten wykorzystywali doświadczenie, pchali piłkę pod kosz, wymuszali faule, lepiej bronili, zablokowali kilka rzutów i zbliżyli się na dystans jednego trafienia. Po trójce Jamesa Feldeine’a - wyrównali, było 63:63.

Ale wtedy dwa wolne trafił Reynolds, a po chwili trójkę z ponad siedmiu metrów rzucił Koszarek. Dimitris Diamantidis odgryzł się podobnym rzutem, w ostatniej akcji rywale dwukrotnie próbowali trafić za trzy, ale to im się nie udało. Stelmet wygrał! Wreszcie.

Co ta wygrana oznacza? Radość nas wszystkich, oczywiście. Ale też impuls dla Stelmetu, który - jakkolwiek by to nie zabrzmiało - wciąż liczy się w walce o awans do Top 16. Tak, pamiętam, że od 2010 roku polskie drużyny mają w Eurolidze bilans 9-42. Wiem, że Prokom, Stelmet i Turów ani razu w ostatnich pięciu sezonach do tego etapu nie doszły. Ale też fakty są takie, że po czterech kolejkach trzy drużyny w grupie C (Pinar Karsiyaka, Stelmet i Panathinaikos) mają bilans 1-3. A Stelmet w żadnym spotkaniu nie został rozbity, dwie-trzy lepsze akcje z Barceloną czy Lokomotiwem mogły dać wygraną.

W Zielonej Górze, patrząc na grupowych rywali, nie stawiano sobie przed sezonem wielkich celów. Powalczyć, postawić się, sprawić niespodziankę, może dwie, wykorzystując niedostateczną mobilizację faworytów na początku sezonu. W piątek z Panathinaikosem to się udało, kolejne spotkanie 13 listopada w Izmirze. Tam, gdzie przegrała w 1. kolejce Barcelona, tam, gdzie Stelmet na pewno nie będzie faworytem.

Ale o mistrzach Polski z Zielonej Góry można w tym sezonie Euroligi mówić tak, jak przed piątkowym meczem żartobliwie o Panathinaikosie mówił Ponitka: „To nie są leszcze, Stefan”.



piątek, 06 listopada 2015, cegieu

Polecane wpisy