A skull full of basketball maggots
Blog > Komentarze do wpisu
Pięć cegieł o meczu Anwil - Asseco

Fot. Plk.pl

To było bardzo fajne spotkanie! Anwil wygrał je 82:76 i poprawił bilans na 4-1. Asseco walczyło do końca, ale nie starczyło mu sił - po tej porażce ma bilans 5-2.


1. Dlaczego Anwil wygrał? Bo w ostatnich pięciu minutach, gdy Asseco zbliżyło się nawet na jeden punkt (69:70, 71:72), opanowani i skuteczni byli weterani - ważne punkty z wolnych i z gry zdobywali Robert Skibniewski (pięć) oraz Piotr Stelmach (cztery). Ale żeby przewagę utrzymać, najpierw trzeba było ją wypracować - włocławianie budowali ją etapami: w pierwszej kwarcie udało się to po kontrach Kamila Łączyńskiego, który wykorzystywał straty Asseco, w drugiej Anwil odskoczył, gdy trafiać zaczął David Jelinek, w końcu w trzeciej, głównie dzięki trójkom Fiodora Dmitriewa, włocławianie mieli zryw 14:0 i prowadzili 54:42, a potem także 59:47. Anwil popełnił aż 19 strat, ale wygrał walkę o zbiórki (37:28), grał zespołowo (21 asyst), no i trafiał z dystansu (11/25, 44 proc.). Dlatego wygrał.

2. David Jelinek, gracz października w TBL, który przed poniedziałkowym meczem zdobywał średnio po blisko 30 punktów, przeciwko Asseco długo nie mógł się wstrzelić. Nieźle pilnowali go na początku Filip Matczak i przede wszystkim Piotr Szczotka, goście przekazywali sobie Czecha przy każdej zasłonie. A ten pudłował - miał 0/5 z gry, gdy w końcu trafił dwa wolne w 16. minucie. Ale potem dodał trójkę z narożnika, minął Matczaka trafiając z faulem, a na początku trzeciej kwarty trafił dwa kolejne rzuty za trzy. Rzut wolny w ostatnich sekundach dał mu w sumie 15 punktów.

Czech zaimponował jednak asystami, które kolekcjonował od początku - odgrywał po wejściach, podawał do podkoszowych, odrzucał piłkę na obwód, a ozdobą była mocna piłka pod kosz do Stelmacha, którą posłał w końcówce czwartej kwarty. Jelinek zaliczył w sumie aż dziewięć asyst, co z sześcioma zbiórkami dało dobrą linijkę statystyczną, zepsutą trochę przez 4/12 z gry i cztery straty.

3. Kto był najlepszym graczem Anwilu? Nie podejmuję się typować. Najwięcej, 16 punktów, zdobył Stelmach. Wspomniany Jelinek miał zryw punktowy i grał dla zespołu. Dmitriew rzucił 12 punktów (4/5 za trzy), w tym bardzo ważne podczas zrywu 14:0. Skibniewski trafił dwa wolne i miał ładne wejście zmieniając wynik z 72:71 na 76:71, dodał też pięć asyst i miał najlepszy w drużynie wskaźnik +/-, +15. Do tego 10 punktów rzucił Tomaszek, a Łączyński najszybciej dopadał do bezpańskich piłek w pierwszej połowie. - To było zwycięstwo drużynowe - powiedział po meczu przed kamerą Polsatu Jelinek.

4. Asseco nie pękło. Początek trzeciej kwarty był słaby, zespół zablokował się w ataku i nie zdążał do strzelców Anwilu, ale drużyna się podniosła. Poderwał ją Sebastian Kowalczyk, który w końcówce tej części zdobył siedem punktów po efektownych akcjach. W ostatniej sekundzie rozgrywający Asseco trafił z własnej połowy, czym zmniejszył straty do 52:59 i dał impuls drużynie.

Kowalczyk zakończył mecz z 13 punktami, 14 (4/7 za trzy) dodał Przemysław Frasunkiewicz, a 21 i sześć asyst dodał Anthony Hickey, którego gospodarze nie potrafili upilnować. Amerykanin momentami był za szybki, zresztą całe Asseco grało w myśl zasady „run and gun”, które podczas meczu przetłumaczyłem sobie na polskie „goń i rań”. Punkty z kontry? 22:9 dla Asseco. Punkty po stratach? 29:12.

5. Źle zaczął to spotkanie Matczak, na którego oglądanie szykowałem się bardziej niż na Jelinka. 22-letni strzelec miał 1/8 gry, gdy popełnił czwartą stratę, noszoną piłkę bez nacisku obrońcy. Wydawało się, że to nie jest jego dzień, jednak w czwartej kwarcie Matczak miał swoje pięć minut. Zdobył siedem punktów i to on, obok Hickey’a i Kowalczyka, sprawił, że Asseco zbliżyło się do Anwilu na punkt. Gdyby gdynianie wygrali, Matczak miałby w tym swój spory udział.

Ostatecznie strzelba Asseco skończyła mecz z dziewięcioma punktami (4/13 z gry), dwoma zbiórkami, asystami i przechwytami oraz czterema stratami. Matczak, który podobnie jak Jelinek skupiał na sobie większą uwagę obrońców, nie miał w poniedziałek tego, co pokazał Czech - dobrego podania. Albo próbował za rzadko, albo za słabo.

PS Poza wieloma dobrymi akcjami, we Włocławku była też jedna śmieszna - wtedy, gdy Jelinek zaprosił Dmitriewa do ratowania wypadającej na aut piłki. Wybijał ją gracz Asseco, obaj skrzydłowi Anwilu mogli jej na to pozwolić, ale Jelinek jednak chciał ją dopaść. Dopadł, ale... Zresztą, zobaczcie sami. Nadaje się do Shaqtin a Fool, prawda? A może do Kolorowych Jarmaków?

poniedziałek, 09 listopada 2015, cegieu

Polecane wpisy