A skull full of basketball maggots
Blog > Komentarze do wpisu
Michael Wright - gwiazda, którą zapamiętamy

Fot. Mieczysław Michalak/Agencja Gazeta

W środę w Nowym Jorku znaleziono martwego Michaela Wrigtha. 35-letni koszykarz zmarł dzień wcześniej, przyczyną były rany postrzałowe głowy. Policja wyjaśnia przyczyny zgonu, pierwsze hipotezy zakładają morderstwo, ale nie jest wykluczone samobójstwo.

To bardzo smutna wiadomość. Michael Wright był jednym z najlepszych koszykarzy, jacy w XXI wieku grali w Polsce. Jednym z najbardziej dominujących podkoszowych. W Śląsku w sezonie 2001/02 oraz w Turowie w rozgrywkach 2009/10 wystąpił w sumie w 64 meczach - zdobywał średnio po 18,1 punktu na mecz przy 57 proc. skuteczności z gry, miał po 7,2 zbiórki. Mimo, że nie był środkowym wysokim - mierzył 202 cm wzrostu - to dzięki dynamice, technice i świetnej lewej ręce, był bardzo skuteczny pod koszem.

Do Śląska Wright trafił w trakcie sezonu, jako wicemistrz NCAA (jego Arizona Wildcats przegrała w finale 72:82 z Duke, a Wright zdobył 10 punktów) i 38. numer draftu do NBA. Wybrali go New York Knicks, ale wywodzący się z Chicago zawodnik nigdy w nich nie zagrał. Wcześniej, przed studiami w Arizonie, Wright grał w Farragut Academy, m.in. z Kevinem Garnettem. Pod koniec XX wieku występował w reprezentacjach USA do lat 18 i 19.

W grudniu 2001 roku Wright zastąpił we Wrocławiu zawodzących Gintarasa Einikisa oraz Andreja Fietisowa. I zastąpił! - Na początku było mi trochę ciężko. Z dala od rodziny, a do tego musiałem przyzwyczaić się do europejskiego stylu gry w koszykówkę. Cieszę się, że szybko przywykłem do tych warunków - mówił po zwycięskim finale z Prokomem Treflem Sopot. Śląsk wygrał go 4-1, Wright zdobywał w nim średnio 17,6 punktów, 9,2 zbiórki, miał 57 proc. skuteczności. Został MVP finału. To było ostatnie, do dzisiaj, mistrzostwo Śląska.

Potem Wright bezskutecznie próbował dostać się do NBA, grał w wielu europejskich ligach: w Hiszpanii, Izraelu, Niemczech i Francji, ale najdłużej w Turcji, której obywatelstwo przyjął w 2010 roku. Jego tureckie personalia to Ali Karadeniz. Przez moment Wright grał także w Korei, w ostatnim sezonie występował we francuskim Cholet.

I planował grać dalej. - Francuski klub opuścił w lutym, ale zamierzał wrócić do Europy, by kontynuować karierę. Gdy rozmawiałem z nim po raz ostatni, mówił, że jego zdaniem ma jeszcze dwa lata gry przed sobą - powiedział "Chicago Sun-Times" Randolph Berry, kuzyn Wrighta.

W trakcie długiej, europejskiej kariery Wright raz jeszcze olśnił kibiców z Polski - w 2009 roku trafił do Turowa. W debiucie zdobył przeciwko Polonii 17 punktów i 10 zbiórek, a potem regularnie niszczył kolejnych rywali pod koszem. Tyle że Turów grał słabo. W trakcie sezonu na stanowisku trenera Saso Obradovicia zastąpił Andrej Urlep, ale zespół i tak odpadł z walki o tytuł już w ćwierćfinale play-off, przegrał też z AZS Koszalin w finale Pucharu Polski.

Wright? Średnie z sezonu - 21,0 punktu, 6,5 zbiórki. Skuteczność - niemal 60 proc. W 31 meczach Wright ani razu nie zszedł poniżej 10 punktów. Był najlepszym wysokim graczem ligi, został MVP meczu gwiazd w Lublinie.

I takim go zapamiętamy.


czwartek, 12 listopada 2015, cegieu

Polecane wpisy