A skull full of basketball maggots
Blog > Komentarze do wpisu
Maciej Bender na tle słynnej Oak Hill Academy. Jak wypadł?

Maciej Bender - blisko 19-letni podkoszowy, który rozpoczął właśnie trzeci rok nauki w liceum Mountain Mission w Grundy, w stanie Wirginia - to największy polski talent z rocznika 1997. O tym, że od przyszłego sezonu wychowanek Polonii Warszawa będzie zawodnikiem Uniwersytetu Zachodniej Wirginii, pisałem ponad miesiąc temu, tuż przed początkiem sezonu. Teraz, po blisko trzech tygodniach rozgrywek Bender i jego koledzy z Mountain Mission rozegrali już osiem spotkań, mają bilans 6-2.

Drużyna prowadzona przez Pawła Mrozika, którego asystentem jest były reprezentant Polski Kamil Pietras, oprócz Bendera ma w składzie także trzech innych Polaków - Jakuba Mijakowskiego, Szymona Walczaka i Dawida Saczewskiego. I we wtorek zagrała wyjazdowy mecz z Oak Hill Academy. Liceum słynącym z tego, że jego absolwenci trafiają do NBA. Przykłady? Carmelo Anthony, Rajon Rondo, Kevin Durant... I nawet jeśli nie każdy z nich spędził w Oak Hill pełne trzy lata, nawet jeśli część z późniejszych graczy NBA zaliczyła w tej szkole tylko rok, to jej renoma jest oczywista. Wylęgarnia talentów, także tych największych. Postanowiłem sprawdzić, jak na ich tle radzą sobie Polacy z Benderem na czele.

Mecz można obejrzeć na Vimeo, z czego skorzystałem. Najpierw zwróciłem uwagę na mnogość koszulek - uczelnianych, ale pewnie też NBA, które wiszą na ścianach hali Oak Hill. To oczywiście koszulki absolwentów, które potwierdzają to, o czym pisałem wcześniej - szkoła ma się kim chwalić. Ale po rozpoczęciu meczu uderzył mnie jego poziom. Chaos, niedokładność, rzuty obok obręczy, w górne części tablicy, sporo strat... Na szczęście z czasem to się zmieniło.

Żeby było jasne - nie mam pojęcia, na jakim poziomie stał ten mecz. Pierwszy raz obejrzałem licealne spotkanie w całości, nie wiem, jak grają na co dzień licealiści w wieku 16-19 lat w USA. To, co oczywiście rzuca się w oczy w porównaniu do rozgrywek naszych kadetów czy juniorów, to ogromna różnica w sferze fizycznej - skoczność, dynamika, wykorzystanie siły w walce o pozycję, są na zdecydowanie wyższym poziomie niż w Polsce. To właśnie nad tymi elementami musiał na początku pobytu w USA najbardziej pracować Bender.

Co pokazała nasza nadzieja w starciu z jedną z najlepszych szkół średnich w USA? Wszechstronność, swobodę w poruszaniu się po parkiecie, szybkość, dobrą grę przodem do kosza, niezłe opanowanie piłki. Bender zdobył w tym spotkaniu 18 punktów (8/14 z gry, w tym 2/5 za trzy), miał 10 zbiórek, dwie asysty, dwa przechwyty i cztery straty. Był najlepszym graczem swojego zespołu, ustanowił swój punktowy rekord początku sezonu.

Bender mierzy 211 cm wzrostu, ale jako wysokiemu skrzydłowemu bliżej mu raczej do „trójki” niż „piątki”. W meczu z Oak Hill ani razu nie zagrał tyłem do kosza, rzadko próbował się w ten sposób ustawiać. Jeśli zdobywał punkty spod kosza, to po ścięciach pod obręcz po końcowej linii, po których dostawał podania, ewentualnie po dobitkach. Walkę o pozycję o zbiórki czasem wygrywał, czasem przegrywał. Ale kilka ze swoich 10 zbiórek wywalczył, wyskakał. Nie było tak, że piłki wpadały mu po prostu w ręce.

Najciekawsze były akcje, które Bender zaczynał za linią trójek. Widać, że z dystansu rzucać lubi, pierwszą trójkę trafił po bardzo szybkim złożeniu się do rzutu. We wtorkowym meczu był jednak nieregularny, z dystansu zdarzały mu się także przeloty. I chyba właśnie tak to na razie wygląda w tym sezonie (5/17, 29 proc.).

Ale poza decyzjami rzutowymi, Bender zaskakuje - a przynajmniej zaskoczył mnie w meczu z Oak Hill - łatwością mijania. Zwykle w lewo, z wtorkowego meczu nie pamiętam akcji, w której mijałby w prawo, zwykle skutecznie. Zwód, kozioł, długie susy i już jest blisko obręczy. Świetnie wyszło mu to w 17. minucie meczu, gdy Bender taką akcją dał swojej drużynie prowadzenie 23:17. Jeśli chcecie obejrzeć tę akcję, to przewińcie do 21.20 minuty.

Podobnych akcji było kilka - jedną z nich Polak zakończył dobrym podaniem pod kosz, innym razem przy ładnym wejściu odgwizdano mu faul ofensywny, w jeszcze innej próbie Bender po jednym koźle się zatrzymał i trafił z półdystansu. Wygląda na to, że rozpoczynając akcję za linią rzutów za trzy umie skorzystać z kilku opcji. Ciekawe, czy równie skutecznie potrafi to robić kozłując w prawą stronę.

W obronie Bender przegrywał momentami walkę o pozycję, nie straszył wzrostem lub zasięgiem ramion silnych i skocznych rywali. Ale za to wytrzymywał w obronie na obwodzie, gdy niższy rywal próbował go mijać. Polak nie faulował, nie tracił pozycji, atakujący bodaj w dwóch przypadkach oddawał piłkę do kolegi.

Jak występ Bendera ocenia Mrozik? - Maciej był agresywny, z powodzeniem grał w akcjach jeden na jednego i walczył na deskach - krótko opisał występ trener. Zapytałem go też o Mijakowskiego (rzucający lub niski skrzydłowy, 201 cm wzrostu) oraz Walczaka (rozgrywający, 189 cm) - sam o nich niewiele mogę napisać, poza tym, że Mijakowski (siedem punktów) ma fajny, płynny rzut z porządnego wyskoku, a leworęczny Walczak (dwa punkty, asysta) jest nieustępliwy i kilka razy wszedł pod kosz z lewej strony. - Kuba grał z dużą pewnością, trafił kilka ważnych rzutów, był solidny w obronie. Szymon zdobył tylko dwa punkty, ale grał bardzo dobrze w defensywie przeciwko Mattowi Colemanowi, który jest jednym z czołowych rozgrywających USA w swoim roczniku, a jego talent porównywany jest do Chrisa Paula - ocenił Mrozik.

Mountain Mission do przerwy prowadziła 25:23, ale w drugiej połowie gospodarze zagrali dużo bardziej agresywnie. Poprawili obronę, zaczęli ją zmieniać - a to strefa, a to wyjście wyżej, nawet na całym boisku. Wymusili kilka strat, co pozwoliło im pofrunąć w kontrach nad obręczami, poderwać publiczność, poprawić pewność swojej gry. Ostatecznie faworyt wygrał 72:56. - Myślę, że zagraliśmy bardzo dobre spotkanie. Przez większość meczu kontrolowaliśmy zarówno tempo gry, jak również styl gry Oak Hill. Nie chcieliśmy dać się im rozpędzić, przez dwie i pół kwarty to działało - mówi Mrozik i trudno się z nim nie zgodzić.

- Problemy zaczęły się w połowie trzeciej kwarty, gdy po kilku kontrowersyjnych decyzjach sędziów Oak Hill wyszło na pierwsze w meczu prowadzenie - dodaje trener. I znów ma sporo racji, bo w tzw. sytuacjach remisowych, 50 na 50, sędziowie zwykle odgwizdywali faul gości lub przyznawali piłkę gospodarzom. - To wybijało nas z rytmu, sprawiło, że popełniliśmy kilka znaczących błędów, które pozwoliły Oak Hill powiększyć przewagę. Ale jestem zadowolony z postawy drużyny. Oak Hill nie przegrało u siebie meczu od wielu lat, atmosfera w ich hali jest bardzo gorąca. Nasi chłopcy pokazali się dobrze, grając przeciwko koszykarzom, z których kilku może zostać gwiazdami NBA - zakończył Mrozik.

Sezon goni, kolejne mecz rozgrywane są co kilka dni. Rewanż z Oak Hill zaplanowano na 8 marca. Trzymam kciuki - za wyniki, ale też za rozwój chłopaków i trenera.

czwartek, 19 listopada 2015, cegieu

Polecane wpisy