A skull full of basketball maggots
Blog > Komentarze do wpisu
Dlaczego przegraliśmy ten mecz z Grecją?

4 lipca 1997 roku, Palau Sant Jordi w Barcelonie, 13 minut do końca meczu Grecja - Polska w ćwierćfinale mistrzostw Europy. Trener Greków Panagiotis Giannakis prosi o czas, bo jego zespół przegrywa 45:53. Ale po powrocie na boisko jego koszykarze punktów nie zdobywają, a Piotr Szybilski trafieniem z bliska podwyższa prowadzenie Polski na 55:45. To mecz szalenie istotny, wygrana daje nie tylko awans do strefy medalowej ME, ale także promocję na mistrzostwa świata, które w 1998 roku miały się odbyć w Grecji.

Ale Polacy tam nie pojechali. Ćwierćfinał z Grecją przegrali ostatecznie 62:72. Dlaczego? Co stało się w końcówce tego meczu? Przez lata wspomnienia się zatarły, relacje upchnięto głęboko w archiwach, ja długo karmiłem się fragmentem z tekstu Wojciecha Michałowicza opublikowanego w „Gazecie Wyborczej”:

„Trudno tylko wyjaśnić, dlaczego w kluczowych dla losów meczu minutach trener Eugeniusz Kijewski nie poprosił o przerwę w grze, gdy błyskawicznie topniała przewaga jego zespołu. Dlaczego trzymał na boisku nieprzydatnego już w tym momencie Andrzeja Plutę i dlaczego tuż przed tym, jak Polacy stracili prowadzenie, zmienił Szybilskiego na Krzysztofa Dryję? - Nie uważam, że były to moje błędy - wyjaśniał polski szkoleniowiec. - Po prostu szukałem najlepszego ustawienia zespołu. Poza tym ciągle brakuje nam doświadczenia. Pytany o to samo Szybilski odpowiedział jedynie: - Co ja mogę powiedzieć? Przecież to wszystko decyzje trenera.”

Aż tyle, ale tylko tyle. Co zmieniło się w grze Polaków, co zrobili Grecy, kto grał dobrze, a kto zawodził - tego nie pamiętaliśmy.

Okazuje się jednak, że niedawno mecz Grecja - Polska pojawił się na YouTube. Chętni obejrzą całość, ale tych, którzy czasu nie znajdą, zapraszam do lektury.

Na początku spotkanie było chaotyczne, momentami wręcz irytująco. Sporo strat z obu stron, niecelnych rzutów spod kosza, niedokładnych podań... Brakowało też płynności gry, obie drużyny grały zrywami. Grecy zaczęli od prowadzenia 6:0, by po kilku minutach przegrywać 6:7. Polacy starali się napędzać grę, często wyprowadzali kontry, do których biegali także wysocy (szczególnie Adam Wójcik czy Mariusz Bacik), ale też trafiali za trzy. Udało się to Wójcikowi, Andrzejowi Plucie i Dominikowi Tomczykowi. Po trafieniu tego ostatniego było 19:16 dla biało-czerwonych w 11. minucie.

A potem nawet 26:20 po rzucie z półdystansu Bacika oraz 28:21 po wolnych aktywnego Macieja Zielińskiego. Wtedy jednak nadszedł czas na zryw Greków, którzy przed przerwą zdołali wyjść na minimalne prowadzenie. Choć po 20 minutach było 39:38 dla Polski.

Początek drugiej połowy był w wykonaniu Polaków bardzo dobry. Od trójki zaczął Tomczyk, potem za trzy trafił Zieliński. Koszykarze Kijewskiego znów przyspieszali, dominowali w walce o zbiórki, kontry wyprowadzali nawet po straconych koszach. Grekom, którzy spowalniali grę i szukali podań pod kosz, ta szybka gra nie odpowiadała, więc przewaga Polaków rosła. Po trafieniu Pluty było 51:45, a po dobrym fragmencie Bacika (blok, obrona, zbiórki w ataku) i punktach Zielińskiego - 53:45. Wtedy o wspomniany czas poprosił Giannakis, chwilę później Szybilski dał biało-czerwonym aż 10 punktów przewagi.

I nagle wszystko się załamało, Grecy zaliczyli zryw 14:1, Polacy przez sześć minut nie trafili z gry.

Zaczęło się od straty Szybilskiego i miękkiego faulu Zielińskiego, który dał Grekom akcję trzypunktową. Słaby w tym meczu Wójcik spudłował swój rzut, a faulowany przy próbie z dystansu Bacik wykorzystał tylko jeden z trzech rzutów wolnych. W odpowiedzi trójkę sprzed nosa Bacika trafił Fragkiskos Alvertis. Pluta został zablokowany, Wójcik popełnił stratę, Pluta zagubił się w defensywie... Kolejna trójka Evangelosa Koroniosa zmniejszyła straty Greków do ledwie dwóch punktów (54:56) w 29. minucie. Z przewagi Polaków w dwie minuty nie zostało praktycznie nic, kontrolę nad meczem przejęli rywale. Rozpędzeni, pewni siebie Polacy zniknęli, teraz z werwą grali Grecy.

Kijewski nie poprosił o czas, Polacy dalej pudłowali - Tomczyk z dystansu, Krzysztof Dryja spod kosza, Tomaszowi Jankowskiemu piłka wypadła na aut. Alvertis kolejną trójką wyprowadził Greków na prowadzenie 57:56, a po pudle Jankowskiego i nieporozumieniu Dryi z Zielińskim w obronie były już trzy punkty przewagi rywali. I dopiero wtedy Kijewski poprosił o przerwę.

W bardzo ważnym momencie meczu Polacy wrócili na boisko w składzie Robert Kościuk, Zieliński, Tomczyk, Jankowski i Dryja, co rzeczywiście było ustawieniem dyskusyjnym. Dryja w tym meczu wyróżniał się tylko faulami, od Jankowskiego bardziej produktywny był Szybilski, brakowało wszechstronnego Bacika, który i walczył pod koszem, i mijał z obwodu. Co prawda w 33. minucie Tomczyk wreszcie trafił z gry, z kontry, ale nie wykorzystał już wolnego po faulu przeciwnika, a Koronios rzucił trójkę sprzed Kościuka na 63:58 dla Grecji.

Polacy jeszcze walczyli - Jankowski przechwycił piłkę dzięki agresywnej obronie, w kontrze podał za plecami do Kościuka, a potem skończył ją wsadem po podaniu powrotnym. To była piękna akcja! Biało-czerwoni dali sobie rzucić punkt z linii rzutów wolnych, ale w 35. minucie było tylko 60:64 i mieliśmy piłkę. Zieliński popełnił jednak stratę w kontrze, co dało dwa łatwe punkty Grekom. I to by było na tyle. Na deskach szalał już Dimitrios Papanikolaou, a w 39. minucie trójką na 71:62 dobił Polaków Theofanis Christodoulou.

Ze statystyk wynika, że obie drużyny miały bardzo słabą skuteczność - Polacy ledwie 36 proc. z gry (23/63), w tym 29 proc. za trzy (5/17). Wygraliśmy deskę 31:25, ale w drugiej połowie był moment, gdy w walce o zbiórki Polacy prowadzili nawet 20:11. Końcówkę pod tym względem wygrali Grecy. Straty? Polakom zapisano 14, Grekom 10, ale nie jestem pewny czy to wiarygodne statystyki. Grekom naliczono w tym meczu aż 21 przechwytów...

Grecy, którzy przed meczem z Polakami wygrali wszystkie sześć spotkań, w półfinale przegrali 80:88 z Jugosławią, a w meczu o trzecie miejsce - 77:97 z Rosją. Polacy (wcześniej bilans 3-3) przegrali później z Litwą 55:76 i w ostatnim spotkaniu o siódme miejsce po dogrywce pokonali Turcję 89:87. W tym obrastającym powoli legendą meczu z Grecją dobre momenty mieli, ale zwyciężył zespół dojrzalszy, bardziej doświadczony - i na boisku, i na ławce trenerskiej. Bo pamiętajmy, że dwa lata wcześniej, gdy Grecy też bili się w strefie medalowej ME zajmując ostatecznie czwarte miejsce, Polacy grali w turnieju kwalifikacyjnym m.in. z Walią czy Luksemburgiem...

piątek, 13 listopada 2015, cegieu

Polecane wpisy