A skull full of basketball maggots
Blog > Komentarze do wpisu
Czy Stelmetowi potrzebny jest Walter Hodge?

Fot. Anna Kraśko/Agencja Gazeta

We wtorek nasiliły się plotki o tym, że Walter Hodge wraca do Polski, a konkretnie do Stelmetu Zielona Góra. Według plotek z Turcji - za Dee Bosta, który jest ponoć bliski powrotu do Trabzonsporu. Możliwą układankę lepiej niż tureckie wpisy na Twitterze wyjaśnia Jacek Białogłowy z Radia Zachód. W skrócie: Hodge mógłby zastąpić w roli rzucającego kontuzjowanego JR Reynoldsa w najbliższych, ważnych w kontekście walki o awans do Top 16, meczach Euroligi z Pinarem Karsiyaka oraz Żalgirisem, a potem, gdy Reynolds wyzdrowieje, zastąpić Bosta, który podobno jest niezadowolony z roli zmiennika na pozycji rozgrywającego.

Właściciel Stelmetu Janusz Jasiński powyższej układance w rozmowie z Jackiem Białogłowym zaprzeczył. Ale przyznał też, że Hodge w Zielonej Górze przydałby się pod względem i marketingowym, i sportowym. Jasiński miał też powiedzieć, że ma sponsora chętnego opłacić kontrakt Portorykańczyka.

Co do względów marketingowych - nie ma wątpliwości, że powrót Hodge’a to byłoby coś i dla Zielonej Góry, i dla ligi. 29-letni obecnie Portorykańczyk w latach 2010-13 rozegrał w Zastalu/Stelmecie 111 spotkań, w których rzucał średnio po 18,3 punktu na mecz. Gdy w sierpniu 2010 roku trafił do Zielonej Góry mówił, że stylem gry przypomina Allena Iversona, po kilku tygodniach koledzy nazwali go zielonogórskim Kobe Bryantem. Hodge był mistrzem Polski z 2013 roku, MVP ligi z lat 2012-13, najlepszym strzelcem rozgrywek w sezonie 2011/12, trzykrotnym uczestnikiem meczu gwiazd.

Słowem: wielką gwiazdą. A na dodatek - wyrazistym, kochanym w Zielonej Górze człowiekiem. Jego powrót przyciągnąłby kibiców na trybuny, zainteresował meczami Stelmetu fanów z całej Polski. Może nawet klub zarobiłby na jego powrocie? - Chodzi też o "standing finansowy", czyli frekwencje na meczach - mówił Jasiński.

Czy Stelmet zyskałby na powrocie Hodge’a na boisko? Trener Saso Filipovski wypowiedział się na temat Portorykańczyka ciekawie, a ze słów „dla mnie najważniejszą gwiazdą jest zespół”, „chciałbym, żeby mój zespół dostał spokój do pracy” oraz „system u mnie jest najważniejszy”, dość łatwo można wywnioskować, że gdyby decyzja należała do Filipovskiego, to Słoweniec Waltera Hodge’a do drużyny by nie sprowadzał. Stelmet gra dobrze, stać go na kolejne niespodzianki o walkę o Top 16 Euroligi, rotacja wygląda na uporządkowaną. Na marginesie: na taką, która polskich kibiców powinna satysfakcjonować, bo sporą rolę odgrywają w niej reprezentanci Polski, z Mateuszem Ponitką na czele.

Owszem, zawsze można powiedzieć, że gracze zagraniczni mogliby być lepsi. Ale Vlad Moldoveanu i Dejan Borovnjak początek Euroligi mieli dobry, a Bost i w Europie, i w Polsce wnosi dużo do gry jako rezerwowy rozgrywający. Nemanja Djurisić i Reynolds? Do nich zastrzeżenia mieć można, ale po pierwsze: w szerokiej rotacji Stelmetu nie każdy może być graczem pierwszoplanowym, a po drugie: w zwycięskim meczu z Panathinaikosem akurat obaj mieli duże zasługi.

No, ale jeśli Reynolds jest kontuzjowany, a niezadowolony ponoć Bost ma odejść, to nowy gracz na obwód - przynajmniej do gry w Europie - jest potrzebny, tak? Czy potrzebny jest właśnie Hodge? Portorykańczyk w Zielonej Górze uczył się zawodowej koszykówki, rósł razem z zespołem - od żółtodzioba, do mistrza. Ale przez ostatnie dwa lata wiele się w Stelmecie zmieniło. Dojrzał klub, dojrzała drużyna. Organizacja aspiruje do poziomu euroligowego, drużyna Filipovskiego stawia na defensywę i uporządkowany system w ataku.

Hodge w Polsce wyróżniał się tym, że schematy łamał, że drużynę do zwycięstw prowadził raczej na swoich zasadach, że bliżej mu było do tzw. „Ivanhoe” niż gry uporządkowanej. Po odejściu z Zielonej Góry zagrał sezon poniżej swoich oczekiwań w Baskonii, w minionych rozgrywkach miał bardzo dobre statystyki w VTB jako koszykarz Zenitu Sankt Petersburg (16,3 punktu, 6,4 asysty). Mimo to, klubu nie znalazł. Dlaczego?

Pytań jest więcej: czy urodzony lider zaakceptowałby rolę jednego z trybów zespołu? Czy pogodziłby się z rolą zmiennika Łukasza Koszarka? W jakiej jest formie, skoro nie gra, a trenuje indywidualnie?

W TBL Stelmet będzie zdecydowanym faworytem do mistrzostwa z Bostem, z Hodge’em, ale też bez żadnego z nich. Dlaczego Kamil Zywert lub Marcel Ponitka mieliby nie udźwignąć w lidze ról zmienników Koszarka? Jeśli chodzi o Euroligę, to kluczowe wydają się dwa najbliższe mecze - wyjazdowe spotkania z Pinarem i Żalgirisem. Czy Hodge bez treningu będzie w stanie zrobić w nich różnicę?  Moim zdaniem - nie.

Ale moja przecząca odpowiedź wcale nie znaczy, że na tytułowe pytanie tego wpisu - czy Stelmetowi potrzebny jest Walter Hodge? - odpowiem przecząco. Kontuzja Reynoldsa, dostępność Hodge’a, względy marketingowe... Są argumenty i "za", i "przeciw", decyzja nie będzie łatwa.

Ciekawe, jaką podejmie Janusz Jasiński.

środa, 11 listopada 2015, cegieu

Polecane wpisy