A skull full of basketball maggots
Blog > Komentarze do wpisu
Zielony, witamy w klubie!

Cześć Marcin, tu Łukasz Cegliński. Masz kilka minut, żeby porozmawiać?

- Tak, tylko poczekaj chwilę... Pójdę do drugiego pokoju, żeby nam dzieci nie przeszkadzały... Zamykam drzwi, dobra, już. Słucham.

Interesujesz się NBA?

- Tak.

Bardzo?

- No tak mniej niż bardzo bardzo, ale... Trudno powiedzieć, w miarę się interesuję.

Wiesz co to jest klub 50/40/90?

- Grupa graczy, która ma taką skuteczność z gry, za trzy i za jeden?

Tak. A wiesz, ilu graczy w tym sezonie Tauron Basket Ligi znalazło się w takim klubie?

- Ooo... Nie mam pojęcia.

Jeden. Marcin Dutkiewicz.

- Tylko ja? O, no to super. Bardzo się cieszę.

fot. Jacek Imiołek

26-letni skrzydłowy Marcin Dutkiewicz z AZS Koszalin rozgrywa życiowy sezon. Zagrał w 37 meczach, w których średnio rzucał po 9,4 punktu. Ważne jest jednak jak je rzucał - otóż Dutkiewicz ma w tym sezonie 51 proc. z gry (121/236), w tym 49 proc. za trzy (69/140), oraz 97 proc. z rzutów wolnych (37/38).

Ten jedyny spudłowany wolny to był rzut po technicznym faulu trenera Jacka Winnickiego, kiedy graliśmy u siebie z Turowem Zgorzelec. Porwałem się na wykonywanie tej próby, ale nie trafiłem. Piłka się wykręciła.

Dutkiewicz trafił do polskiego klubu 50/40/90, którym nigdy się nie zajmowałem i nie wiem, ilu graczy w historii do niego wstąpiło. Sprawdziłem tylko, że ostatnim koszykarzem w nim przed Dutkiewiczem był w sezonie 2008/09 Greg Harrington, który - grają wówczas w Polonii Warszawa - trafiał 53 proc. rzutów z gry, w tym 48 proc. za trzy, a także 95 proc. z linii.

Ale wróćmy do Dutkiewicza, który w ekstraklasie debiutował w 2004 roku i, choć zawsze postrzegany był jako strzelec, był strzelcem nieregularnym. Skąd taka zmiana na plus?

Wydaje mi się, że kluczowe są głowa i praca. Po każdym treningu, jak tylko miałem możliwość, staram się zostać na hali, biorę jakiegoś juniora z zespołu, żeby podawał mi piłki i rzucam. Klasycznie, z miejsca, a potem w urozmaicony sposób, po biegu i z niestabilnych pozycji. Ciągle nad tym rzutem, szczególnie z dystansu, pracuję. To na nich się skupiam.

Przed sezonem robiłem tak, że z pięciu pozycji na obwodzie chciałem trafić po 10 razy. Na początku miałem kogoś, kto podawał mi jedną piłkę, a na wypełnienie planu, na 50 celnych, potrzebowałem 7-8 minut. Później doszła druga piłka i już niezależnie od poziomu zmęczenia te 50 celnych wykonywałem w niespełna cztery minuty.

Jak zobaczyłem, że trójki z miejsca w miarę mi siedzą, to Igor Milicić podsunął mi pomysł, który wykorzystywał grając z Thomasem Kelatim w lidze belgijskiej. Obaj ćwiczyli rzuty po ruchu, po wybieganiu zza zasłon, z dobiegania, z różnych chwytów - teraz staram się tak ćwiczyć, bo widzę, że w meczu nie mam już szansy oddać rzutu z pozycji, na której nikt mnie nie kryje. To się może zdarza raz na trzy mecze.

A rzuty wolne?

Jak na treningu pada hasło, by trafić 10 osobistych z rzędu, to ja sobie zakładam, że zdążę w tym czasie trafić 20. Jeśli mi to nie wyjdzie, to realizuję to po treningu i wtedy dość szybko mi to wychodzi.

Myślę, że ta skuteczność z osobistych bierze się - oprócz treningu - z pewności siebie. Te minuty, które rozegrałem w tym sezonie, sprawiają, że czuję się pewny, bardzo pewny. Nie mam takich problemów, że staję na linii i myślę - trafię czy nie trafię? Po prostu stoję, staram się wykonać prawidłowy rzut i wiem, że on będzie skuteczny.

W poprzednich latach rzucałem z linii nieregularnie, ale oprócz sezonu w Polonii 2011 w ekstraklasie dwa lata temu, to obecne rozgrywki w AZS są na dobrą sprawę dopiero drugimi, w których gram i mam pewność siebie. W poprzednich latach zdarzało się, że miałem 3/6 czy 3/8 z linii w całym sezonie, ale oddawałem wtedy pojedyncze rzuty. Teraz jest zupełnie inaczej.

Ale na początku sezonu w AZS wcale tak nie było. W pierwszych dziewięciu meczach Dutkiewicz rzucał po 4,8 punktu, miał 44 proc. z gry (16/36), aż przyszedł przełomowy mecz z Treflem Sopot, w którym skrzydłowy zdobył 14 punktów. Od tamtej pory dziurawi siatę regularnie.

Za trenera Tomasza Herkta było tak, że w Koszalinie w pierwszej piątce wychodziłem ja, a na wyjazdach J.J. Montgomery. Z Treflem większość z tych 14 punktów rzuciłem jednak w drugiej połowie i chyba wtedy trener Herkt się do mnie przekonał. Zacząłem grać w pierwszej piątce i chyba to wykorzystałem.

Kiedy trenera Herkta zmienił Andrej Urlep, to w piątce zostałem, bo trener - mając dwa czy trzy dni przed ważnym meczem z Kotwicą u siebie - nie miał czasu nas wszystkich poznać. Każdy miał czystą kartę, ale każdy też wiedział, że u trenera Urlepa trzeba grać w obronie.

U Herkta liczyły się głównie skuteczność i punkty w ataku, a z obroną bywało różnie - Stefhon Hannah w ogóle nie bronił, ale zdobywał dużo punktów i grał. U trenera Urlepa takie rzeczy nie przechodzą. Cieszę się, że do nas trafił, że ja wreszcie na niego trafiłem. Wiem, czego trener oczekuje ode mnie, od zespołu.

W ćwierćfinale play-off AZS Dutkiewicza zagra z Asseco Prokomem Gdynia. Zawodnik zapowiada, że jego zespół bez presji powalczy o wygraną - na jego miejscu każdy mówiłby pewnie to samo. W tej rywalizacji, w której brak awansu Prokomu byłby trzęsieniem ziemi, jest jednak smaczek - Dutkiewicz zagra przeciwko Łukaszowi Sewerynowi, najskuteczniejszemu w lidze strzelcowi z dystansu, o którym pisałem kilka dni wcześniej.

Seweryn to jedyny gracz w TBL, który ma ponad 50 proc. za trzy (dokładnie 51,2 proc, 22/43), Dutkiewicz jedyny, który należy do klubu 50/40/90. Jak gracz AZS podchodzi do tej rywalizacji strzelców?

Nigdy nie grałem przeciwko Łukaszowi kryjąc się z nim na boisku i nie myślę o tym, żeby to z nim rywalizować na boisku. Liczy się zespół - to AZS Koszalin gra z Asseco. Ale może dla kibiców będzie to jakaś atrakcja - patrzeć, który z nas trafi więcej trójek. Wiem, że Łukasz Seweryn znany jest z bardzo dobrej skuteczności - pokazuje to teraz, pokazywał w Eurolidze.

Tyle Marcin Dutkiewicz - polski odpowiednik... No właśnie - kogo? W NBA w klubie 50/40/90 byli lub są Larry Bird, Mark Price, Reggie Miller, Steve Nash i Dirk Nowitzki. Grubo, prawda?

PS Dla internautów błądzących - mam nadzieję - po Warszawa.sport.pl wtręt lokalny - Dutkiewicz to warszawiak, który mieszkał w stolicy przez sześć lat, a potem jego rodzina przeprowadziła się do podmiejskiej Zielonki. Stąd przydomek Dutkiewicza - "Zielony". Zawodnikowi nadał ją w Polonii trener Piotr Bakun.

Na początku bardzo mi się nie podobała i bardzo jej nie lubiłem, ale teraz jest tak, że jak ktoś powie "Zielony" , to wszyscy kojarzą mnie. Albo Macieja Zielińskiego - dlatego właśnie tej ksywki nie lubiłem, bo ona już była czyjaś, a nie tylko moja. Ale teraz nawet żona mówi do mnie "Zielony".

Zielony, kolor nadziei.

poniedziałek, 16 kwietnia 2012, cegieu

Polecane wpisy

Komentarze
2012/04/17 09:22:24
W mojej ocenie Marcin grając w Koszalinie wyraźnie nabrał skrzydeł. Pamiętam, kiedy przyjechał do naszego miasta. Powiedział wówczas wprost - chcę grać! No i zaczął prawdziwą walkę o pierwszą piątkę. Podczas obozu przygotowawczego notował najlepsze wyniki, jeżeli chodzi o wydolność organizmu. Przyjechał przygotowany w takim stopniu, jakby sezon miał się zacząć już jutro a nie za 1.5 miesiąca.

Byłem pod ogromnym wrażeniem tego zawodnika. Na dodatek ten rzut... Tak jak napisał Łukasz w materiale, Marcin po każdym z treningów zostaje na hali i jedynie kierownik drużyny może go z niej wygonić, kiedy rozpoczynają się godziny treningów piłki ręcznej. Gdyby nie to, to rzucałby jeszcze więcej i dłużej.

Rozmawiając pewnego razu z Marcinem w autokarze i powiedziałem mu, że moim marzeniem jest jego udział w konkursie rzutów za trzy punkty podczas meczu gwiazd PLK. On jedynie się uśmiechnął. Jest niezwykle skromnym człowiekiem.