|
Blog > Komentarze do wpisu
Ponitka vs Michalak, czyli remis po 23
Czy się to komuś podoba, czy nie, popiszę sobie o dwóch 19-latkach, których w Tauron Basket Lidze oglądam z przyjemnością. Mateusz Ponitka z AZS Politechniki Warszawskiej i Michał Michalak z ŁKS Łódź w piątek zagrali przeciwko sobie w 2. kolejce II etapu rozgrywek. Politechnika, po zaciętej końcówce, wygrała 95:92, a obaj koszykarze rzucili po 23 punkty. Ale, ale - dlaczego zacząłem tak nietypowo, od zaznaczenia, że komuś taki temat może się nie podobać? Bo Ponitce się nie podoba. Poprosiłem go w piątek po meczu o chwilę rozmowy o tym, że dwaj koledzy z reprezentacji młodzieżowej i, do niedawna, z warszawskiego klubu, rzucili po tyle samo punktów, ale skrzydłowy Politechniki kategorycznie stwierdził, że nie chce o tym rozmawiać. Bo to dla niego nieprzyjemny temat... Michalak był w piątek zdecydowanie bardziej otwarty, choć mówił ogólnie: Obaj zagraliśmy dobre spotkanie, każdy z nas szukał swoich szans do zdobycia punktów. Fajnie, że możemy tak grać, że dostajemy dużo minut, że trenerzy dają nam szansę i możemy decydować o losach meczu. Z każdym spotkaniem nabieramy doświadczenia. Fajnie, że możemy tak grać... No tak, Michalak jest zadowolony ze zmiany klubu z Politechniki na ŁKS, bo w Warszawie - będąc za Pamułą i, w pewnym sensie, Ponitką - nie mógł grać tak, jak w piątek. Nie dość, że dostawał mniej minut, to jeszcze - o czym mówił koszykarz w wywiadzie dla Plk.pl - w Politechnice rzadko miał okazje do gry jeden na jednego, co lubi najbardziej. Jak Ponitka i Michalak wypadli w statystyce? Ponitka - 27 minut, 23 punkty (7/12 z gry, w tym 1/2 za trzy oraz 8/10 z wolnych), osiem zbiórek, asysta, sześć wymuszonych fauli, strata i blok. Michalak - 31 minut, 23 punkty (6/12 z gry, w tym 3/4 za trzy oraz 8/10 z wolnych), osiem zbiórek, dwie asysty, sześć wymuszonych fauli, strata. Podobne, prawda? Styl gry obu graczy potwierdził jednak to, co wiedzieliśmy wcześniej - Ponitka i Michalak to dwaj zupełnie inni gracze. Ponitka zaczął mecz od agresywnych wejść pod kosz - czy to z kontry, czy w ataku pozycyjnym, starał się wbijać w pole trzech sekund, gdzie nic sobie nie robił z nieco wyższych rywali. Parł do obręczy, a jak do niej nie docierał, to wymuszał faule. A z linii rzutów wolnych był bardzo skuteczny. Później, szczególnie w drugiej połowie, prezentował świetne akcje, w których ustawiał się do gry tyłem do kosza (najczęściej z Bartłomiejem Szczepaniakiem) i po kilku kozłach pomagających w upchnięciu się i zajęciu stabilnej pozycji, robił obrót i przez sekundowym pobycie w powietrzu, rzucał. Najczęściej trafiał. Kilka razy Ponitka zagrał tak tuż przed miejscami prasowymi i nie tylko jak cmokałem z zachwytu. Michalak miewał przed sobą różnych obrońców (Piotra Pamułę, Marka Popiołka, czasem Ponitkę), bo Politechnika próbowała kryć zespołowym pressingiem i na swojej połowie dochodziła do rywali według aktualnego ustawienia. I Michalak radził sobie z każdym z nich. Dużo grał z piłką, rzucał po koźle, ale także mijał i podawał. Mógł mieć kilka asyst więcej, ale np. Krzysztof Sulima spudłował z łatwej pozycji spod kosza po jego podaniu, by momentalnie dobić piłkę. Michalak do przerwy zdobył 15 punktów, potem się zatrzymał. ŁKS zaczął grać pod kosz, gdzie gospodarzy regularnie ogrywał Jakub Dłuski, ale w końcówce czwartej kwarty rzucający z Łodzi dał popis. Trójka z daleka, która pozwoliła się zbliżyć, dwa celne rzuty wolne (choć dwa przestrzelone) po aktywnej grze z piłką i niesamowita trójka na 92:91 dla ŁKS 30 sekund przed końcem. Co to była za radość Michalaka po tym rzucie! Najważniejsze punkty w meczu zdobył Pamuła, który chwilę po trójce Michalaka trafił za dwa. ŁKS miał szansę na wygraną, ale - jak wyjaśniał trener Piotr Zych - nie chciał ryzykować rzutu z nieprzygotowanej pozycji i zagrał pod kosz do Dłuskiego. Ten rozsądnie odegrał przy podwojeniu do wolnego na obwodzie Piotra Trepki. Trepka podobno na treningach nieźle rzuca za trzy, Zych był zadowolony z rozegrania akcji, ale przyznał też, że trochę szkoda, że na miejscu Trepki nie stał Michalak. A Michalak, na koniec rozmowy po meczu, rzucił: Ale ja chciałem rzucać w tej ostatniej akcji! Michalak chciał, chciałem ja (cóż to by była za historia, gdyby taki rzut trafił!), bała się ławka Politechniki. Jeden z członków zespołu przez kilka końcowych minut powtarzał: "Michalak rzuci nam na zwycięstwo, Michalak rzuci nam na zwycięstwo..." Nie rzucił, ale pokazał, że odejście do ŁKS może okazać się dobrą decyzją. I szkoda, że w tym sezonie będzie już tylko jeden mecz Ponitka vs Michalak - 28 marca w Łodzi. I szkoda, że będzie to w trakcie mistrzostw Polski dziennikarzy w Szczyrku... A to, że między Ponitką i Michalakiem jest, najwyraźniej, jakaś kosa? Z egoistycznego punktu widzenia dziennikarza, który lubi opisywać ciekawe historie... Cóż, grajcie panowie! Jak w piątek albo lepiej! PS Piątkowy mecz odbył się w 50. rocznicę zdobycia 100 punktów przez Wilta Chamberlaina i w poprzedniej notce liczyłem, że i w Warszawie coś się wydarzy. No i, uważam, się wydarzyło. Poza fajną rywalizacją jeszcze to, że Ponitka ustanowił swój rekord w TBL. sobota, 03 marca 2012, cegieu
|
|