A skull full of basketball maggots
Blog > Komentarze do wpisu
Jak Eagles sezon rozpoczęli

Skusiła mnie ładna pogoda, inauguracja sezonu i informacja, że dzieci w trakcie meczu mogą się bawić na placu zabaw. I choć córkę w ostatniej chwili dopadła gorączka, to ja się na mecz Warsaw Eagles z Kozłami Poznań i tak się wybrałem.

Nie była to moja pierwsza wizyta na meczu futbolu amerykańskiego w Warszawie - w czerwcu wybrałem się na drugoligowy mecz między Werewolves i Spartans. Napisałem o tym nawet do "Gazety Stołecznej".

Sobotni mecz w OSiR Bemowo to jednak zupełnie inna bajka. Warunki, oprawa, liczba kibiców, a także - tak, wychwyciłem to - poziom gry były zdecydowanie lepsze. Cóż, to w końcu Topliga, której finał ma się odbyć 15 lipca na Stadionie Narodowym.

Wchodzę na stadion i patrzę, że trybuny Bemowskiego Ośrodka Piłki Nożnej są niemal wypełnione. Strona ośrodka podaje, że mieści się na nich 980 kibiców, strona rozgrywek poda potem, że na meczu było 1300 osób. To możliwe, bo część spaceruje wokół boiska, idzie zjeść niedobrego (sprawdziłem...) hamburgera za 10 złotych, trenuje rzuty piłką do celu itp.

Wchodząc miałem szczęście/pecha, że akurat na boisko wybiegali futboliści. Stałem blisko wybiegu z budynku pod trybuną i nie wiedziałem, że w momencie, gdy pojawią się gospodarze, harlejowcy uruchomią silniki motocykli i będzie cholernie głośno. Było, a ja stałem tak blisko, że prawa ręka jeszcze długo potem śmierdziała mi oparami. Ale absolutnie nie narzekam - taka akompaniament potężnych maszyn to fajna rzecz, budzi respekt. Z drugiej strony - dobrze, że córka się rozgorączkowała...

fot. Marcin Warpechowski/CnkW Photography

Zajmuję miejsce w najwyższym rzędzie trybun, słoneczko przyjemnie grzeje, zaczyna się mecz. Od razu podoba mi się Norman Seignious, który już podczas prezentacji i mobilizacyjnej narady Eagles wykazywał najwięcej energii. Zobaczcie, to ten z przodu:

fot. Marcin Warpechowski/CnkW Photography

Piszę "z przodu", a nie "z numerem 22", bo nazwiska na koszulkach Eagles nie odpowiadają bohaterom widowiska. Przykładów błędnych połączeń sobie nie przypomnę, ale tego, że Amerykanie z Orłów mieli polskie nazwiska - jestem pewny. Żałowałem też, że nie mam w łapie jakiejś krótkiej ulotki ze składami formacji, nazwiskami, parametrami i ciekawostkami dotyczącymi zawodników. To byłby taki przydatny drobiazg - szczególnie na przerwy krótkie i dłuższe, których podczas meczu jest bez liku i które zabijają - moim zdaniem - radość z oglądania futbolu. Przynajmniej takim zniecierpliwionym fanom sportów polskich jak ja.

Wracamy do rywalizacji Eagles i Kozłów. Dwóch spikerów dobrze uzupełnia się zagrzewając publikę do dopingu (raz lepiej, raz gorzej, ale to działa), przypominając o atrakcjach towarzyszących meczowi oraz - co najważniejsze - tłumacząc to, co dzieje się na boisku. To pomysł świetny, to pomysł, który działa. Prostym językiem i w odpowiednim momencie tłumaczone są zasady - w gruncie rzeczy wcale nie tak bardzo skomplikowane. Dzięki nim da się oglądać mecz ze zrozumieniem.

Patrzę i widzę różnicę w stylu gry obu drużyn. Kozły, ekipa słabsza, w większości prób ofensywnych stawiają na akcje biegowe, które polegają na próbie przebicia się z piłką przez obronną linię gospodarzy. Raczej z miernym skutkiem, choć kilka rajdów lewym skrzydłem w pierwszej kwarcie może się podobać.

Eagles więcej grają piłką, podaniami. Bardzo zauważalny jest Kevin Lynch, nowy rozgrywający warszawiaków. Patrzy, patrzy, szuka podania, rzuca! Na kilkanaście lub kilkadziesiąt jardów. Kilka pierwszych prób ma niedokładnych, kilka razy piłki nie łapią skrzydłowi, ale jak połączenie jest precyzyjne... Lyncha się ogląda i mówi to taki futbolowy laik jak ja!

fot. Marcin Warpechowski/CnkW Photography

Pierwsze przyłożenie Eagles to łatwe punkty po tym, jak piłkę zgubili goście. Ale pal sześć styl, ważne, że jest okazja do świętowania. A ono w przypadku Eagles i ich kibiców odbywa się w oryginalny sposób. Znacie taniec Berniego? Ja już znam, zobaczcie.

W trakcie pierwszej kwarty po trybunie wędruje kartka, na którą można wpisać swój typ na wynik. Ja wpisuję 24:7. Pudłuję, choć - pewnie jak każdy na meczu - trafiam zwycięzcę.

Spikerzy gadają i gadają, a nagle mówią, że na meczu jest Ryszard Szaro - urodzony pod koniec lat 40. w Rzeszowie późniejszy kopacz dwóch drużyn NFL. Szaro doradzał coś podobno Brettowi Petticordowi, który w Eagles jest kopaczem, ale i kimś w rodzaju grającego trenera odpowiadającego za formacje specjalne.

Eagles przeważają, wydarzenia na boisku coraz bardziej mnie nudzą. Zaczynam spacerować wokół niego i zastanawiam się nad publiką. Tysiąc osób - ile z nich przyjdzie na kolejny mecz? Czy na spotkaniu z Kozłami zadziałały efekt nowości, fakt inauguracji sezonu, piękna wiosenna pogoda? Na pewno - ale w jakim stopniu? Okaże się 14 kwietnia, kiedy Orły zagrają z Dom-Bud Kraków Tigers.

fot. Marcin Warpechowski/CnkW Photography

Chodzę wokół boiska i żałuję, że nie wpadłem na mecz z towarzystwem - obok grających futbolistów jest jeszcze jedno boisko, gdzie w trakcie spotkania można porzucać piłką do celu albo za 100 zł kupić sobie własną i po prostu próbować podawać do siebie. Na stoisku przy wejściu kupić też można koszulkę Eagles (są granatowe i pomarańczowe) za 40 zł, czapkę za 80 lub bluzę za 120. Ulotki - konkretnie i przystępnie tłumaczące zasady gry - są, rzecz jasna, darmowe.

Wychodzę po 90 minutach, w trakcie przerwy. Wychowany na koszykarskim rytmie meczu nie wytrzymuję dłużącego się spotkania. Może się przyzwyczaję, może nie. Ale na Eagles lub inne warszawskie drużyny - Spartans, Werewolves lub Królewskich - na pewno w tym sezonie jeszcze pójdę.

PS Eagles pokonali Kozły 27:0. Krótką relację możecie przeczytać na Warszawa.sport.pl. W serwisie znajdziecie też osobny dział poświęcony tej drużynie.

niedziela, 25 marca 2012, cegieu

Polecane wpisy

Komentarze
2012/03/27 14:33:55
Gdybyś został, zobaczyłbyś mega pokaz Poweriser w przerwie meczu:
forum.powerizer.pl/z_files/2012-03-24-warsaw-eagles-poweriser.jpg
-
2012/03/27 16:23:38
Żużel to jest sport. Też jest dużo przerw, ale ładunek emocji w poszczególnych biegach jest nieporównywalny z footballem amerykańskim. A poniżej esencja żużla, czyli ostatni 15 wyścig i reprezentant gospodarzy, który musi wygrać bieg z dwoma mistrzami świata (Gollobem i Pedersenem), żeby jego drużyna wygrała mecz. I wygrywa.
www.youtube.com/watch?v=mjicL__nBHM