|
Blog > Komentarze do wpisu
Michał Michalak i jego 31 punktów
Zrobiło wrażenie, prawda?
fot. Rafał Podleśny Mateusz Ponitka z AZS Politechniki Warszawskiej miał kilka świetnych wsadów i mecz z 17 zbiórkami. Przemysław Karnowski z Siarki Jezioro Tarnobrzeg miał spotkanie, w którym trójką w ostatniej sekundzie doprowadził do dogrywki, a jego zespół ją wygrał. Ponitka swój punktowy rekord ustanowił w Tarnobrzegu - rzucił 22 punkty. Karnowski, też w Tarnobrzegu, rzucił raz 27 punktów. Michał Michalak, od niedawna reprezentujący ŁKS Łódź, przebił ich zdobywając w sobotę 31. W Tarnobrzegu, rzecz jasna. Jego ŁKS po raz kolejny został zmieciony z boiska - przegrał z Siarką 76:105. Ale zostawmy to na boku, ekscytujmy się występem Michalaka. W końcu rzadko się zdarza by 18-letni koszykarz zdobył w Tauron Basket Lidze ponad 30 punktów. Ktoś taką sytuację pamięta? Michalak, co trochę nam umknęło podczas ekscytacji - uzasadnionej - Ponitką i Karnowskim, to wielki talent. To on, chłopak z Pabianic, który przez ŁKS trafił do Politechniki, by niedawno wrócić do Łodzi, był kapitanem reprezentacji z roczników 1993-94. I, tak jak Ponitka - choć może nie w tak spektakularnym stylu - rozgrywał w niej bardzo dobre mecze na mistrzowskich turniejach w ostatnich latach. Ja pierwszy raz zobaczyłem go w akcji 9 listopada 2009 roku i, co lubię podkreślać przy okazji, uznałem go za gracza lepszego od Ponitki. Na starym blogu pisałem wówczas o nim tak: [...] jest znakomitym materiałem na świetnego rzucającego. Nie przesadzam - ten gość trafia. I nie są to trafienia, kiedy piłka - zanim wpadnie do kosza - urządza sobie wycieczkę po po obręczy. Michalak rzuca tak, że siatka strzela. Oczywiście nie zawsze, ale ułożenie nóg, ciała i ręki wskazują, że mamy do czynienia z naturalnym talentem strzeleckim. Kiedy Michalak wychodzi po piłkę po zasłonie, potrafi wykonać szybki i zdecydowany kozioł do przodu, zatrzymać się na piątym metrze i prostować rękę. Taką akcję, po której padały punkty, pokazał kilkakrotnie. Trafiał też za trzy, a podanie do otwierającego się pod kosz po zasłonie Mokrosa pokazało, że Michalak potrafi po prostu dobrze grać w koszykówkę. Wychowanek ŁKS Łódź ma 194 centymetry wzrostu, pięć rozegranych spotkań w obecnym sezonie I ligi, wielkie szczęście, że trafił do Polonii 2011 i szanse na zrobienie poważnej kariery. Zapamiętajcie to nazwisko! W tym sezonie Michalak, ustawiany w Politechnice za Piotrem Pamułą, a także za Ponitką, miewał mecze lepsze i gorsze. Czy czuł, że jest w cieniu kolegów z reprezentacji juniorów? W Politechnice dostałem taką rolę, jaką dostałem. Starałem się wykorzystać te minuty, które miałem na boisku. Na początku to akceptowałem. Miałem mecze lepsze, gorsze, bywało tak, że udawało mi się grać skutecznie, ale potem przyszedł kryzys. Szału nie było. Zespół mieliśmy młody, wyrównany, a minut dla mnie - za Pamułą i Ponitką - wiele nie zostawało. Ale starałem się wykorzystać to, co miałem. Nie było łatwo, ale to pierwszy sezon w ekstraklasie, więc trzeba było przestawić się na inny poziom. Z drugiej strony, jak na debiut, jak na pierwsze mecze, nie było też źle. Starałem się rozkręcać. Dobrze czuję się na takim poziomie. W Politechnice Michalak rozegrał 19 spotkań - grał średnio po 16 minut, zdobywał po 7,2 punktu na mecz przy 40 proc. skuteczności. Najwięcej, 15 punktów, zdobył przeciwko ŁKS w przegranym meczu w Warszawie. Pod koniec stycznia zmienił klub. Dlaczego? Bo chciałem występować w nieco innej roli i - jak pokazał pierwszy mecz w ŁKS, w którym wyszedłem w pierwszej piątce - jest to możliwe. W Tarnobrzegu dostałem wiele minut, mogłem się pokazać, a jak zaczęło mi iść, to trener zaczął na mnie stawiać. Ja bardzo dobrze czuję się wtedy, kiedy wychodzę na pozycje po zasłonach, kiedy rozgrywam akcje dwójkowe mając piłkę - mogę podawać do kolegów lub kończyć akcje samemu. Nie sposób było nie zapytać Michalaka właśnie o ten mecz z Siarką i 31 punktów. Jak to zrobiłeś, chłopaku?! Normalnie, wyszedłem sobie na mecz, byłem bardzo zmobilizowany, żeby pokazać się w pierwszym meczu w nowym klubie. Chciałem dobrze zagrać, chciałem pomóc zespołowi. Starałem się. Byłem
w dobrej dyspozycji, trafiałem, a koledzy dawali mi grać. Dużo akcji, z
których padały moje punkty, to były akcje z zasłoną, a ja grałem z
piłką. Gracze Siarki zmieniali obrońców, ja zostawałem z wysokim i
miałem możliwość grania jeden na jednego. Trochę biegałem po zasłonach,
ale graliśmy też z kontry - wiadomo, mecz z Siarką w Tarnobrzegu wymaga
tego, żeby dostosować się stylem gry do gospodarzy. Głównie jednak
punktowałem po akcjach z zasłoną. A skoro koszykarze Siarki z założenia przejmowali po zasłonach, to Michalaka musiał także pilnować... kolega Karnowski:Tak, miałem okazję zagrać z nim dwa czy trzy razy. Z tego, co pamiętam, to rzuciłem mu dwie trójki w twarz. Był blisko, ale mnie nie zablokował. Starałem się wykorzystać te zmiany krycia Siarki. Michalak wypowiedział to ze śmiechem. Umiarkowanym, rzecz jasna. Na filmowym skrócie z meczu z Siarka - ŁKS można zauważyć, że kilka razy świetnie (i dość łatwo) wykorzystał zamianę krycia. Pół żartem, pół serio pytam Michalaka, czy teraz cały czas będzie tak rzucał, tak grał? Wiadomo, że chciałoby się grać tak zawsze, ale rywale dostosują defensywę do naszej drużyny. Ja chcę jednak utrzymać formę, bo wiadomo, że na tym poziomie nie można pokazywać tylko jednorazowych wybryków, tylko regularnie dobrze grać. A nawet, jak będę miał gorszy dzień w ataku, to będę próbował pomóc drużynie w obronie lub na rozegraniu. W pierwszym meczu zagrałem dobrze, ale zespół przegrał. Chcemy to poprawić. Chciałbym utrzymać formę, żeby pomóc ŁKS. Skaczemy z tematu na temat, w końcu nie robię normalnej rozmowy, tylko wypytuję pod kątem notki na blog. Jak przebiegło rozstanie z Politechniką? Pożegnaliśmy się spokojnie. Odchodząc z drużyny rozmawiałem z każdym - z trenerami, z prezesem. Rozumieli moją decyzję, choć trener Mladen Starcević podszedł do tego emocjonalnie, mówił, że to jego porażka, że chciałby, abym został do końca sezonu. Ale dodał też, że zależy mu na moim rozwoju i jeżeli podjąłem taką decyzję, to on ją akceptuje i życzy mi powodzenia. Czy to była dobra decyzja? Ocenimy ją z perspektywy czasu. Michalak to tegoroczny maturzysta. Zmiana klubu, miasta, oznacza także zmianę szkoły. Chociaż nie, nie w tym przypadku: Szkoły nie zmieniłem, będę do niej rzadziej chodził. Ustaliłem, że będę pojawiał się raz na jakiś czas - staram się być na lekcjach raz w tygodniu, dojeżdżać do Warszawy, resztę dorabiam we własnym zakresie. W Łodzi uczę się indywidualnie. Maturę będę zdawał z rozszerzonej matematyki, rozszerzonego angielskiego, z polskiego, a na dodatkowy przedmiot wybrałem sobie historię. Szczególnie interesuje mnie historia najnowsza. Motywacja do zmiany klubu była dla Michalaka oczywista - więcej gry na boisku. Tu, na razie, zmiana jest zdecydowanie na plus. Młodego gracza na dorobku nie powinno się pytać o finanse, ale akurat zamiana upadającej Politechniki na upadający ŁKS wygląda... No właśnie, jak? Ja w ŁKS znam bardzo dobrze praktycznie wszystkich. Z zewnątrz sytuacja wygląda pewnie tak, że jest to słabo zorganizowany klub, walkower z AZS Koszalin nie prezentował się za dobrze, ale zapewniono nas, że wszystko ma się zmienić na lepsze. Właściciel ma kłopoty z sekcjami piłkarską i koszykarską, ale sezon dogramy i mam nadzieję, że zaczniemy wygrywać mecz. Mecz. Najbliższy mecz to niedzielne spotkanie z... Politechniką. To jest dla mnie kolejny mecz. Wiadomo, że są podteksty, ale mobilizuję się na to spotkanie tak, jak na dotychczasowe. Będę starał się pomóc drużynie, chcemy wygrać. Tym bardziej, że gramy z sąsiadami z tabeli. Dobra, dobra kolego - przerywam. Michalak kontra Ponitka, a ty mi tu takie frazesy?! Koszykarz się zaśmiał, ale jest twardy: Będziemy grali przeciwko sobie, ale tak, jak z każdym innym zawodnikiem. Zawsze chcesz zatrzymać swojego przeciwnika i rzucić mu jak najwięcej punktów. Ja tak do tego podchodzę i chcę wygrać każdy pojedynczy pojedynek. Teraz będę bardzo zmobilizowany, bo to moja była drużyna. A ja, dzięki Michalakowi, zmobilizuję się, by w końcówce sezonu poświęcić trochę więcej uwagi ŁKS.
wtorek, 31 stycznia 2012, cegieu
|
|