O sporcie, głównie warszawskim
Blog > Komentarze do wpisu
Śniadanie u Bachańskiego

Prezesi związku (Grzegorz Bachański) i ligi (Jacek Jakubowski) zaprosili dziennikarzy na śniadanie prasowe pod hasłem „Co z tym koszem?”. Z zaproszenia skorzystało dziewięciu dziennikarzy, w sumie o koszykówce w Polsce dyskutowało kilkanaście osób.

 

Na początek warto zaznaczyć, że pomysł zorganizowania takiego spotkania był bardzo dobry. W gronie zorientowanych w temacie osób można było długo i spokojnie omówić kwestie, na których zgłębianie nie ma czasu po konferencjach prasowych lub przez telefon. Omówić, czyli nie tylko wysłuchać, ale także podyskutować, a przy okazji wyjaśnić niedomówienia, półprawdy, dowiedzieć się szczegółów. I poznać punkt widzenia prezesów polskiej koszykówki na kluczowe sprawy.

Ale że w gronie zapaleńców interesujących się koszykówką od lat, można dyskutować i o poziomie ligi, i o szkoleniu, i o relacjach między klubami, a ligą, o reprezentacji itp., a spotkanie nie odbywało się według ustalonego planu, to we wtorek tematy wywoływane były w dość chaotycznym porządku. I w ten sposób przybliżę o czym rozmawialiśmy.

Początek śniadania zdominowała jajecznica, bekon, kiełbaski, sok pomarańczowy i dyskusja wywołana przez Piotra Szeleszczuka o tym czyja jest liga - klubów czy związku? Dla kogo jest spółka PLK S.A., w której 61 proc. posiada PZKosz, 10 proc. Prokom Investments, a pozostałe 29 proc. połowa grających w TBL klubów (Prokom, Turów, Czarni, Anwil, Polpharma, AZS, Kotwica) oraz byty nieistniejące, czyli np. Polpak Świecie. Bachański na takie pytanie odpowiedział, że spółka jest dla jej właścicieli, czyli dla PZKosz, a poprzez jego działanie - dla rozwoju koszykówki. I szybko doszliśmy do kwestii kluczowej - czy to dobrze, że ligą de facto zarządza związek, a nie kluby.

Dlaczego akcje PLK S.A nie są dzielone równo pomiędzy kluby? - pytaliśmy, a prezesi wyjaśniali. Wyjaśniali, że np. jeszcze za kadencji poprzedniego prezesa PZKosz Romana Ludwiczuka padła propozycja, by kluby kupiły akcje od związku, ale te nabyć ich nie chciały. Na marginesie - kapitał zakładowy spółki to w tej chwili 1 mln złotych, a akcji jest 10 tys. po 100 złotych za sztukę.

Dlaczego kluby nie chcą być udziałowcami ligowej spółki? Zdaniem prezesów - bo nie wiedzą, co z nimi robić, bo trzeba zapłacić itp. Bachański mówił, że część klubów, ich prezesi, nie potrzebują spółki do tego, by wystawiać w lidze zespoły. Prezesi koncentrują się wyłącznie na funkcjonowaniu swojego klubu, drużyny, obchodzą ich wyniki i stan kasy. Większość z nich chciałaby od ligi głównie tego, by zmniejszyć opłaty, obniżyć wymagania licencyjne itp. Akcje, wykładanie dodatkowych pieniędzy? Nie, zdaniem Bachańskiego i Jakubowskiego klubów to nie interesuje. No, przynajmniej ich przeważającej większości, ale o tym za chwilę.

W dyskusji pojawiło się jednak kluczowe pytanie o zależności ligi od związku. Zależność, która - wydawałoby się - w idealnej sytuacji powinna być ograniczona do minimum i spełniać wymogi ustawy. W myśl jej zapisów liga jest oczywiście zależna od związku, który udziela jej licencji na prowadzenie rozgrywek, ale tu chodzi - nam chodziło, kiedy zadawaliśmy pytania - niezależnej w sensie udziałów. Liga, której akcje posiadają w równym wymiarze kluby kontra liga, której większość akcji należy do związku.

Bachański i Jakubowski kilkakrotnie powtarzali, że obecna sytuacja jest dla ligi bardzo dobra, bo umożliwia przeprowadzanie zasadniczych, ważnych zmian (vide liga kontraktowa), które w perspektywie czasu mają działać nie tylko na korzyść ligi, ale też reprezentacji. Umożliwia zmiany, których nie udało się przeprowadzić - mowa o lidze kontraktowej - rok temu, kiedy związkowi prezesował Ludwiczuk kontrolujący radę nadzorczą PLK i blokujący pomysłu zarządu ligi.

Obaj mówili jednak o sytuacji idealnej, sytuacji ekstra. Co jednak będzie, kiedy za nieco ponad trzy lata w związkowych wyborach wróci stare? Czy nie mamy obecnie najlepszego momentu, by liga - na tyle, ile to możliwe - uniezależniła się od związku? Zgodność punktu widzenia zarządu ligi z obecną władzą związku to piękny bonus, ale podział akcji między kluby byłby działaniem prewencyjnym na wypadek powrotu Sami Wiecie Kogo.

Pytaliśmy, naciskaliśmy, a prezesi odpowiadali. Według mnie - nieprzekonująco. Że jeśli nie z nieprzychylnym PZKosz, to prezes będzie się kopał z szefami klubów, którzy - mając akcje - ciągnęliby ligowe sukno każdy w swoją stronę. Że kluby były już właścicielami akcji w poprzednich latach i nic dobrego z tego nie wyszło - nie było pomysłu, inicjatywy itp.

To prawda, ale prawdą jest też także, że kilka tygodni temu, kiedy Asseco Prokom Gdynia złożył wniosek o wyłączenie go z pierwszej fazy rozgrywek, Jakubowski w pierwszym momencie był na „nie” i dopiero potem został przekonany przez związek. Trudno odczytać to inaczej niż tak, że gdyby to tylko liga miała decydować o wniosku Prokomu, to byłby on odrzucony. Z drugiej strony - Bachański jest przecież wiceprezesem ligi...

Moim zdaniem mamy najlepszy moment na możliwie jak największe uniezależnienie ligi od związku, ale prezesi - prezes Bachański przede wszystkim, bo to on mówił przez 80 proc. czasu dla prezesów (to też chyba pokazuje układ sił...) - uważają inaczej.

Czy będzie równy podział akcjonariatu? Tak, być może w przyszłości, ale tylko, jeśli kluby będą silne, stabilne, świadome narzędzi, jakimi są akcje i będą miały inicjatywy idące w kierunku ulepszania ligi samej w sobie. Na razie - co wynika ze słów prezesów - tak nie jest, choć Bachański przyznał, że jeśli wyrażające największe chęci kupienia akcji właściciel Trefla Kazimierz Wierzbicki zmobilizuje inne kluby, to związek jest gotów odsprzedać im 30 proc. swoich akcji.

Przy okazji dyskusji nad ligą usłyszeliśmy, że jest coś takiego jak nieformalna grupa G4, a nawet G5, w której są Prokom, Turów, Anwil, Czarni i Trefl. Najmocniejsze kluby, które - w odróżnieniu od pozostałych? - widzą ligę jako całość i mają świadomość działań koniecznych do rozwoju. Generalnie jednak wydźwięk tej części dyskusji był taki, że kluby spółki, akcji itp. nie potrzebują. Weryfikacji tego założenia - z racji nieobecności zainteresowanych - nie było.

Kiedy jajecznica wystygła i skończył się sok pomarańczowy, zaczęliśmy skakać po tematach. Przedstawiciele firmy Bonivest, która od niedawna odpowiada za komunikację i związkowy PR, zaproponowali rozmowę o plusach ligi w formule kontraktowej, ale szybko zgodziliśmy się, że za wcześnie na generalizowanie na podstawie widocznych plusów. Ryszard Łabędź z TVP zauważył natomiast, że można odnieść wrażenie iż po pierwszym zachłyśnięciu się powodzeniem we wprowadzeniu ligi kontraktowej, zapał reformatorski stygnie, że można doszukać się symptomów błogostanu i zadowolenia z istniejącego stanu rzeczy. Pełna zgoda z panem Ryszardem - Jakubowski podkreślał, że mecze są zacięte, że do hal przychodzą tłumy, ale - tu wszedłem mu w słowo - przecież nie rośnie oglądalność telewizyjna, a kampania promocyjna nazwy Tauron na różowym tle (w zamyśle miała to być promocja ligi) jest porażką.

Prezesi dość łatwo zgodzili się, że billboardy, które możemy obserwować przy drogach prowadzących do miast posiadających drużyny w TBL, są nieudane. Że nie pokazują koszykówki, że nie promują zawodników, którzy przecież nieźle zaprezentowali się podczas mistrzostw Europy na Litwie, a zaspokajają tylko Tauron. Za kampanię odpowiada ligowy dział marketingu, którym kieruje od niedawna Łukasz Łazarewicz. To, co widzimy przy drogach, to na co składają się także zapowiedzi transmisji w radio i w „Przeglądzie Sportowym”, to dopiero pierwsza część kampanii. Druga ruszy... na wiosnę. Cóż, wbrew plakatom nie widzę jej w różowych barwach.

A tłumaczenie Jakubowskiego, że kampania billboardowa miała ruszyć przed startem ligi, ale ze względu na wybory i skok cen za wynajem powierzchni ją odsunięto w czasie, nie wyglądało dobrze. Sugerowało, że liga działała w pośpiechu i oderwaniu od rzeczywistości.

Czas gonił, a my po tematach skakaliśmy coraz szybciej. Turniej towarzyski w Polsce? Sekretarz PZKosz Marcin Widomski był mało konkretny, choć zapewnił, że działania są już podjęte. Związek czeka na losowanie grup eliminacyjnych do mistrzostw Europy w 2013 roku na Słowenii i dopiero potem będzie rozważał skład takiej imprezy. Termin? Koniec lipca. Miejsce? Nieznane.

Finanse związku. - Nie są najlepsze - zaczął Bachański, a potem, dopytywany, uściślił, że dług wynosi ok. 3 mln złotych. Związek chce „wyjść z długów w ciągu dwóch lat w oparciu o nadwyżki w przyszłych latach”. Skąd będzie pozyskiwał pieniądze? Strategie są ponoć dwie - pierwsza, to znalezienie sponsora na całą koszykówkę (ligi, kadry, młodzież, streetball itp.). Zainteresowany jest Tauron oraz inna firma spoza magicznego kręgu Prokomu i znanych z poprzednich lat spółek skarbu państwa.

Jeśli nie jeden patron dla całej koszykówki, to dywersyfikacja i sprzedaż różnych produktów wymienionych kilkaset liter temu w nawiasie.

Kto ma pozyskiwać kasę dla PZKosz? Dział marketingu z Łazarewiczem w roli głównej. Czy to dobrze, że jedna osoba odpowiada za marketing i związku, i ligi? Bachański odpowiedział, że tak, że jego zdaniem koordynacja działań wszystkich podmiotów, to dobre wyjście. Jej elementem będzie przeniesienie zarządu żeńskiej PLKK do Warszawy i docelowe zarządzanie oboma ligami przez tych samych ludzi.

Na marginesie: Bachański stwierdził, że finansowym ciosem dla związku były nie tyle niewielkie przychody, co przerośnięte koszty.

Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Cetniewie? Tu mętlik jest totalny. Niby prezes jest na nie, ale to, ale tamto... W skrócie: PZKosz uważa, że ponosi zbyt duże koszty funkcjonowania SMS, że szkoła pod kątem organizacyjno-finansowym działa źle. Związek czeka na nowego ministra sportu i na dotację z ministerstwa - jeśli będzie ona odpowiednia (czyli dużo wyższa niż dotychczas), PZKosz „rozważy kontynuację”. A jeśli nie? Odpowiedź jakoś się rozmyła w natłoku pytań. Ten wątek skończył się na tym, że za koncepcje szkolenia odpowiada teraz w PZKosz Zdzisław Kassyk, znany trener z Krakowa.

Przedostatnią kwestią był Prokom jako sponsor związku, a w rozmowie o nim wykrystalizował się taki ciąg przyczynowo-skutkowy - przed sezonem 2010/11 wniosek mistrza Polski o wyłączenie go z rozgrywek ze względu na grę w VTB został oddalony, a firma Prokom nie dogadała się ze związkiem w kwestii umowy sponsorskiej. Tego lata wniosek analogiczny wniosek mistrza Polski został przyjęty, a Prokom sponsorem PZKosz został. Bachański prosił jednak, by tych spraw nie łączyć.

Selekcjonerem reprezentacji na 90 proc. pozostanie Ales Pipan, który ma prowadzić Polaków do końca 2013 roku. - Finansowo się porozumiemy - powiedział Bachański. Pipan nie naciska na przyjęcie wskazanych przez niego asystentów, PZKosz ma wolną rękę w ich wyborze. Nazwiska nie padły.

Przedłużające się śniadanie zamieniło się niemal w obiad, więc obrady zakończono. Spotkania mają być cykliczne i bardzo dobrze. Nic z nich nie wynika, część deklaracji czy stwierdzeń to pewien kanon dla prezesów wszelakich (kto słuchał Janusza Wierzbowskiego i Romana Ludwiczuka, ten wie), ale świetnie, że związek i liga otwierają się na dyskusję, w której wyjaśniają, ale też słuchają.

Warto rozmawiać.

wtorek, 25 października 2011, cegieu

Komentarze
2011/10/26 23:07:07
Ciekawe spotkanie, przypomina mi obiady czwartkowe, oby bylo ich wiecej i oby doprowadzily do rozwoju zapomnianego u nas sportu !

-------------------------------------
www.bukmacherskietv.com
Ogladaj sport legalnie i za darmo w internecie !